Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje. Pokaż wszystkie posty
piątek, 2 marca 2012
O spotkaniu z Edwinem Bendykiem na portalu Olsztyn24.com
Na portalu Olsztyn24.com ukazała się relacja ze środowego spotkania z redaktorem Edwinem Bendykiem. Tekst, zatytułowany "Spór o ACTA na Kortowskich Spotkaniach z Literaturą", opatrzony zdjęciami, możecie przeczytać pod adresem: http://www.olsztyn24.com/news/16301-spor-o-acta-na-kortowskich-spotkaniach-z-literatura.html
wtorek, 12 kwietnia 2011
O siódmej odsłonie Kortowskich Spotkań z Literaturą na Portalu UWM
Na Portalu Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego ukazała się relacja z wykładu prof. dr. hab. Ryszarda Nycza:
Szymon Żyliński
O marginalizacji humanistyki
Wreszcie, znienacka, wchodzi profesor Ryszard Nycz. W czarnym garniturze, i białej, rozpiętej pod szyją, koszuli ze stójką. Po krótkim, acz merytorycznym wstępie organizatora - profesora Sławomira Buryły z Instytutu Filologii Polskiej UWM - głos zabrał zaproszony: - „Dziękuję za miłe słowa, proszę je powtarzać" - rozpoczął z uśmiechem prelegent.
Wiedząc, że jego słuchaczami nie będę tylko poloniści, główny nurt swoich zainteresowań odłożył na bok i przygotował wykład pt. „Humanistyka dziś: ciągłość i przemiany".
Z jednej strony można odczuć „tąpnięcie", zmarginalizowanie humanistyki, (co w Polsce odbywa się z opóźnieniem), ale z drugiej strony jej sytuacja jest korzystna, ponieważ powstają programy dofinansowujące m.in. w Narodowym Centrum Nauki - skierowane przede wszystkim do młodych badaczy, czy też Narodowy Program Rozwoju Humanistyki (NPRH). „W tym sektorze dzieje się wiele dobrego i należy z tego korzystać " - zachęcał Nycz.
Zaproszony gość, to o czym chciał mówić, zgrupował wokół trzech problematyk, czyli:
- problemów terminologicznych współczesnej humanistyki,
- kluczowej tradycji - dziedzictwie pozostawionym przez przeszłość
- o tym, co w ostatnich latach dzieje się nowego w obszarze humanistyki.
Szymon Żyliński
O marginalizacji humanistyki
Gościem ostatnich Kortowskich Spotkań z Literaturą był prof. Ryszard Nycz - wybitny uczony z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
W oczekiwaniu na wykład rozmawiałem z kilkorgiem znajomych o gościu. Niezależnie do kombinacji liter przez nazwiskiem wszyscy podkreślali „ciężki styl" Nycza w jego książkach. Ktoś nawet, wspominając konferencję, stwierdził, iż docierało do niego dopiero co piąte zdanie profesora. Inni żartowali, że na wykład przyjdą z naręczem różnej maści słowników. Oczekiwania i obawy były spore. Specjalnie przyszedłem wcześniej, aby zająć odpowiednie miejsce, koleżanka siedząca obok rzuciła mimochodem, że z prelegenta całkiem przystojny facet „a bynajmniej taki jawi się na okładkach swoich książek" - dodała po chwili.
| fot. Piotr Przytuła |
Wykłady gwiazd literatury i nauki wielokrotnie przypominają mi koncerty gwiazd muzyki. Tłumy z wyprzedzeniem stawiają się pod sceną, część osób posiada koszulki z idolem (w tym przypadku książki), inni zaś szykują przenośne rejestratory dźwięku, by nagrać show (przed wykładem, niektórzy otwierają notatniki, zdejmują nakrętki z wiecznych piór). Panuje ogólna atmosfera wyczekiwania i podniecenia. I jak na koncercie super grupy musi być obsuwa, tak i w tym przypadku gość Kortowskich Spotkań, nawet jeśli pojawi się na czas, najpierw jest przepytany przez TVP, co skutkuje kilkoma lub kilkunastoma minutami opóźnienia.
Wreszcie, znienacka, wchodzi profesor Ryszard Nycz. W czarnym garniturze, i białej, rozpiętej pod szyją, koszuli ze stójką. Po krótkim, acz merytorycznym wstępie organizatora - profesora Sławomira Buryły z Instytutu Filologii Polskiej UWM - głos zabrał zaproszony: - „Dziękuję za miłe słowa, proszę je powtarzać" - rozpoczął z uśmiechem prelegent.
Wiedząc, że jego słuchaczami nie będę tylko poloniści, główny nurt swoich zainteresowań odłożył na bok i przygotował wykład pt. „Humanistyka dziś: ciągłość i przemiany".
Z jednej strony można odczuć „tąpnięcie", zmarginalizowanie humanistyki, (co w Polsce odbywa się z opóźnieniem), ale z drugiej strony jej sytuacja jest korzystna, ponieważ powstają programy dofinansowujące m.in. w Narodowym Centrum Nauki - skierowane przede wszystkim do młodych badaczy, czy też Narodowy Program Rozwoju Humanistyki (NPRH). „W tym sektorze dzieje się wiele dobrego i należy z tego korzystać " - zachęcał Nycz.
Zaproszony gość, to o czym chciał mówić, zgrupował wokół trzech problematyk, czyli:
- problemów terminologicznych współczesnej humanistyki,
- kluczowej tradycji - dziedzictwie pozostawionym przez przeszłość
- o tym, co w ostatnich latach dzieje się nowego w obszarze humanistyki.
Całość tekstu pod adresem: http://www.uwm.edu.pl/egu/news/7/czytaj/555/o-marginalizacji-humanistyki.html
sobota, 26 lutego 2011
O piątej odsłonie Kortowskich Spotkań z Literaturą w "Gazecie Olsztyńskiej"
W sobotnim (26 lutego) wydaniu "Gazety Olsztyńskiej" mogliście przeczytać obszerną relację z piątej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą. W dyskusji "Historia polsko-żydowska - rzecz do opowiedzenia" wzięli udział dr hab. Jacek Leociak i dr Dariusz Libionka. Rozmowę z gośćmi poprowadził dr hab. Sławomir Buryła, prof. UWM. Zapraszamy do lektury tekstu Ewy Mazgal "W poszukiwaniu żydowskiego złota" [klikając na skan artykułu można go powiększyć]:czwartek, 20 stycznia 2011
O czwartej odsłonie Kortowskich Spotkań z Literaturą na Portalu UWM
Na Portalu UWM ukazała się relacja z czwartej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą. Przypominamy, że 10 stycznia gościliśmy Wojciecha Tochmana, i zapraszamy do lektury tekstu:
Szymon Żyliński
Postaw się... w roli mordercy
Niespodziewanie do auli wszedł szczupły mężczyzna w modnej marynarce i szykownym szalu w towarzystwie prowadzącej spotkanie, dr Bernadetty Darskiej z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, po której zwyczajowym wprowadzeniu i zadaniu pierwszego pytania, autor od razu zamanifestował swoją pozycję: „Jeśli spodziewa się Pani ode mnie wykładu historycznego, to odpada."
Ta manifestowana pozycja Tochmana od początku dawała się odczuć w panującej w auli atmosferze - dusznej konsternacji, wodzeniu oczami i nerwowym krzyżowaniu kończyn. Pierwszych kilkanaście minut było okraszone arogancją, zbytnią pewnością siebie i fircykowatością gościa. „Spotkania z literaturą" ukazały drugą twarz.
Ważnym aspektem, poruszonym podczas spotkania, był nasz udział w zbrodni. Tochman wskazuje nas - widzów, palcem jako odpowiedzialnych za śmierć miliona osób, gdyż w 1994 roku nie zareagowaliśmy. Posiadając prasę, radio i telewizję byliśmy otępiałymi widzami horroru, odbywającego się na naszych oczach. Winę zrzucał również na Jana Pawła II, którego sama obecność w Rwandzie - według pisarza, zmieniłaby wiele. Tutsi uciekali do kościołów poszukując schronienia... bezskutecznie. Ginęli w płomieniach lub przed ołtarzem, barwiąc ściany domu bożego własną krwią.
„Dzisiaj narysujemy śmierć" to książką, która boli. Tochman powiedział, że chciał „napisać tę książkę tak, żeby jego czytelnik przez tydzień leżał i chorował."
Po zakończeniu spotkania nie miałem już ochoty kontynuować rozmowy ze znajomym o jego podróży na Czarny Ląd. Poszedłem do domu chorować.
Pierwodruk: http://uwm.edu.pl/egu/news/8/czytaj/492/postaw-sie-w-roli-mordercy.html
Szymon Żyliński
Postaw się... w roli mordercy
| fot. Piotr Przytuła |
Podczas kolejnych "Kortowskich spotkań z literaturą" gościem był Wojciech Tochman, promujący swoją najnowszą książkę „Dzisiaj narysujemy śmierć", będącą efektem podróży do Rwandy. To reporterska opowieść o tym, jakie konsekwencje niesie ludobójstwo nie tylko dla jego sprawców i ofiar, ale także dla nas - świadków.
Na spotkanie tym bardziej wyczekiwałem, że miał się na nim pojawić mój kolega, żywo zainteresowany Afryką, który właśnie wrócił z wyprawy do Etiopii. Sławek dosiadł się i zaczęliśmy rozprawiać o lecie w środku zimy, Arce Przymierza będącej w posiadaniu Etiopczyków i technikaliach związanych z jego podróżą.
Niespodziewanie do auli wszedł szczupły mężczyzna w modnej marynarce i szykownym szalu w towarzystwie prowadzącej spotkanie, dr Bernadetty Darskiej z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, po której zwyczajowym wprowadzeniu i zadaniu pierwszego pytania, autor od razu zamanifestował swoją pozycję: „Jeśli spodziewa się Pani ode mnie wykładu historycznego, to odpada."
Ta manifestowana pozycja Tochmana od początku dawała się odczuć w panującej w auli atmosferze - dusznej konsternacji, wodzeniu oczami i nerwowym krzyżowaniu kończyn. Pierwszych kilkanaście minut było okraszone arogancją, zbytnią pewnością siebie i fircykowatością gościa. „Spotkania z literaturą" ukazały drugą twarz.
„Ludobójstwo nie jest spontanicznym aktem." Tochman kreślił paralelę między rzezią Tutsi w Rwandzie, których nazywano karaluchami, a Żydami, których przed Holokaustem nazywano wszami. W dużym skrócie wyjaśnił też nomenklaturę, nie zawsze znaną Polakom, a mianowicie Hutu to - w wielkim uproszczeniu - chłopi, zaś Tutsi - arystokracja. Rzeź, która miała miejsce w Rwandzie w 1994 została nazwana ludobójstwem sąsiedzkim, ponieważ zabójcy zwykle znali swoje ofiary. Sąsiedzi mordowali sąsiadów. Rzeź trwała 100 dni i zginęło w niej około milion osób. Tochman, pisząc książkę, starał się postawić w sytuacji mordercy... i nie mógł. Cięcie maczetą żywego człowieka, którego przy tym cięciu, należy przecież jakoś podtrzymać, dotknąć, ubrudzić się jego krwią i wnętrznościami było ponad siły pisarza. W takich momentach - oddziaływujących na wyobraźnię odbiorcy - publiczność milkła, a Tochman zawieszał głos.
Ważnym aspektem, poruszonym podczas spotkania, był nasz udział w zbrodni. Tochman wskazuje nas - widzów, palcem jako odpowiedzialnych za śmierć miliona osób, gdyż w 1994 roku nie zareagowaliśmy. Posiadając prasę, radio i telewizję byliśmy otępiałymi widzami horroru, odbywającego się na naszych oczach. Winę zrzucał również na Jana Pawła II, którego sama obecność w Rwandzie - według pisarza, zmieniłaby wiele. Tutsi uciekali do kościołów poszukując schronienia... bezskutecznie. Ginęli w płomieniach lub przed ołtarzem, barwiąc ściany domu bożego własną krwią.
„Dzisiaj narysujemy śmierć" to książką, która boli. Tochman powiedział, że chciał „napisać tę książkę tak, żeby jego czytelnik przez tydzień leżał i chorował."
Po zakończeniu spotkania nie miałem już ochoty kontynuować rozmowy ze znajomym o jego podróży na Czarny Ląd. Poszedłem do domu chorować.
Pierwodruk: http://uwm.edu.pl/egu/news/8/czytaj/492/postaw-sie-w-roli-mordercy.html
wtorek, 30 listopada 2010
O trzeciej odsłonie Kortowskich Spotkań z Literaturą na portalu UWM
Na portalu UWM możecie przeczytać relację z trzeciej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą. O wykładzie prof. Wiesława Godzica pisze Szymon Żyliński. Tekst prezentujemy poniżej:
Szymon Żyliński
Znani z tego, że są znani
Kortowskie Spotkania z Literaturą" zaczynają się na stałe wpisywać w intelektualny krajobraz Kortowa. W miniony czwartek 25. listopada gościnny wykład wygłosił słynny polski medioznawca prof. dr hab. Wiesław Godzic.
Szymon Żyliński
Znani z tego, że są znani
Kortowskie Spotkania z Literaturą" zaczynają się na stałe wpisywać w intelektualny krajobraz Kortowa. W miniony czwartek 25. listopada gościnny wykład wygłosił słynny polski medioznawca prof. dr hab. Wiesław Godzic.
Trochę spóźniony obawiałem się, że nie zdążę na początek wystąpienia i spiesząc oszklonym korytarzem w kierunku Auli Teatralnej zdziwiło mnie silne światło dobiegające z jego końca. To w blasku fleszy telewizyjnego wywiadu udzielał gość wieczoru - prof. Godzic - człowiek, który równie dobrze czuje się po obu stronach kamery: zarówno jako bohater jak i komentator mediów.
| fot. Piotr Przytuła |
Przemknąłem obok ekipy czując ulgę, iż nic nie stracę ze spotkania. Sala wypchana po brzegi, słuchacze stoją, siedzą na schodach, tłok, ścisk. Przedarłem się do pierwszego rzędu krzeseł, w którym zawsze znajdzie się jakieś wolne miejsce i po krótkiej chwili rozpoczął się wykład pt. „Celebryci - esencja kultury popularnej".
Wstęp wygłosiła współorganizatorka wieczoru dr Bernadetta Darska z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej.
Godzic wyszedł od zdefiniowania terminu, posiłkując się określeniem Daniela Boorstina, który stwierdza, iż celebryci to ludzie, którzy są „znani z tego, że są znani". Następnie przeszedł do analizy ich cech oraz tego, jak zostać celebrytą. I tutaj bardziej niż talent czy ciężka praca liczą się na przykład więzy pokrewieństwa (medialne kariery dzieci polityków czy aktorów). Celebrytą można również zostać tropiąc innych celebrytów jak np. Karolina Korwin-Piotrowska, która w swoim „Maglu towarzyskim" omawiała wybryki sław czy też jak Kuba Wojewódzki, który wykreował się na gwiazdę dzięki swoim programom talk-show.
| fot. Piotr Przytuła |
Cała prezentacja opierała się na merytorycznie trafnych wizualizacjach, które unaoczniały prezentowane fakty. Szczególna uwagę przykuła analiza plakatu reklamującego film „Popiełuszko", który był zaprojektowany w niemal identyczny sposób jak film o Jamesie Bondzie „Casino Royal". Lecz czemu się dziwić? Kultura popularna może wszystko. Nawet z księdza zrobić superbohatera.
W świetle gry pozorów, sztuczności i kreowania samego siebie Godzic przywołał sytuację swoich kolegów i koleżanek psychologów ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, którzy proponowali mu, jako osobie często pojawiającej się mediach, organizowany w Szwecji (bardzo drogi!) „Kurs naturalności i spontaniczności".
Mimo poruszania złożonego tematu jakim jest kultura popularna prelegent był w stanie nawiązać kontakt z publicznością, która, co jakiś czas wybuchała śmiechem, reagując na jego subtelne żarty.
| fot. Piotr Przytuła |
Język wykładu, mimo iż forma narzuca mu naukową ścisłość charakteryzował się kolokwializmami zaczerpniętymi z języka potocznego - wyrażenie profesora: „fun jest" brało w cudzysłów powagę całego wystąpienia. I takie właśnie powinny być wykłady naukowców: zarówno informacyjne jak i zajmujące, co skutkowałoby wypełnianiem sal uniwersyteckich po brzegi.
Na koniec wystąpienia Godzic dał doskonały przykład Derridiańskiego wymazywania oryginału na korzyść medialnej kopii. Podczas jednego z wywiadów telewizyjnych, którego udzielał, przeprowadzanym w centrum handlowym, tłumek gapiów skupiał uwagę nie na żywym człowieku mówiącym do kamery, tylko na oddalonym o kilka metrów monitorze kontrolnym (!). Magia telewizji jest rzeczywiście potężna. Na szczęście to sprawozdanie jest w formie pisanej.
poniedziałek, 18 października 2010
O drugiej odsłonie Kortowskich Spotkań z Literaturą na portalu UWM
Na portalu UWM możecie przeczytać relację ze spotkania z Mariuszem Czubajem i Markiem Krajewskim, które odbyło się 14 października:
Z kilkoma minutami spóźnienia - niczym na występie gwiazdy, która nie trzymając się umówionej godziny, tym bardziej podkreśla swoją wielkość - na salę weszło dwóch skromnych mężczyzn. Jeden w czarnym T-shircie (Czubaj), drugi w stalowoszarym garniturze (Krajewski). Po krótkim wstępie współorganizatora, profesora Sławomira Buryły, mikrofon przejęła dr Bernadatta Darska, moderująca spotkanie. I gdy ona przedstawiała krótką biografię gości, sami zainteresowani chłopięco pod stołem machali nogami - całkiem jak dzieci, które nie dosięgają z krzeseł podłogi.
Autorzy poruszyli szereg tematów dotyczących ich rzemiosła, choć jednym z najbardziej interesujących były technikalia związane z pisaniem książki przez dwie osoby jednocześnie - wspomniani wyżej są autorami „Alei samobójców" oraz „Róż cmentarnych".
Kortowskie Spotkania z Literaturą są przedsięwzięciem jak najbardziej pożądanym, popularyzującym czytelnictwo. Na uwagę zasługuje fakt, iż organizatorzy pochylili się nad gatunkiem uważanym dawniej za niższy, co zauważył jeden z zaproszonych mówiąc: „To, że jesteśmy na uniwersytecie i rozmawiamy o kryminałach jest znamienne".
Szymon Żyliński
Skąd w panu tyle ohydy?
Mistrzowie powieści kryminalnej - Marek Krajewski i Mariusz Czubaj - gościli na UWM podczas drugich „Kortowskich Spotkań z Literaturą", organizowanych przez Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej oraz Instytut Filologii Polskiej.
Cisza wśród publiczności podkreślała jej wyczekiwanie... bo kim okażą się osoby, stojące za makabrycznymi, spływającymi krwią i plwociną zbrodniami? Najsympatyczniejszymi, najzabawniejszymi a przy tym piekielnie inteligentnymi bohaterami wieczoru!
Na początku Krajewski i Czubaj stworzyli szczegółowy plan, a następnie na zmianę pisali po 30 tys. znaków tekstu, poprawiając fragmenty stworzone przez partnera, jak i imitując jego styl, co zaowocowało wypadkową w postaci doskonale czytających się książek. Dodatkowo autorzy są nie tylko „współpisarzami" ale również przyjaciółmi w życiu prywatnym, co można było zaobserwować podczas ich wypowiedzi, gdyż nie wchodzili sobie brutalnie w słowo, a kulturalnie i z gracją kontynuowali wypowiedź poprzednika. Należy dodać iż, tej swoistej grze słownej, kroku dotrzymywała prowadząca spotkanie doktor Darska, prowokująca iście akademickie tematy, na przykład teatralizacji śmierci, która musi nastąpić w każdym kryminale, aby ludzie chcieli go czytać.
Pisarze podzielili się również z publicznością swymi prywatnymi literackimi fascynacjami, wśród których prym wiedzie legendarny Raymond Chandler, jak również bardziej współcześni twórcy: Henning Mankell czy Ian Rankin. Powołując się na ich twórczość Czubaj, zwrócił uwagę na fakt, iż „w powieści kryminalnej przełamuje się wiele tabu", które potem przesiąkają do innych gatunków. Krajewski natomiast podkreślał rolę ciężkiej, żmudnej, pisarskiej pracy i wspominając kiedyś zadane mu pytanie „Skąd w panu tyle ohydy?" bezwiednie rozłożył ręce i uśmiechając się szeroko powiedział: „Ja po prostu staram się dostarczyć czytelnikom godziwej rozrywki w najlepszym stylu".
fot. Piotr Przytuła
środa, 15 września 2010
"W ksiażkach jest zachęta do refleksji"
Na portalu UWM ukazała się relacja podsumowująca pierwszą odsłonę Kortowskich Spotkań z Literaturą autorstwa Szymona Żylińskiego. Oto tekst pt. "W książkach jest zachęta do refleksji":
Pierwszego dnia spotkań w dyskusji, oprócz Jerzego Illga, wziął udział jeden z najsłynniejszych polskich literaturoznawców prof. Przemysław Czapliński z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz dyrektor Instytutu Filologii Polskiej UWM prof. Sławomir Buryła. Całą dyskusję moderowała, jak zawsze skromna i pełna wdzięku, doktor Bernadetta Darska z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWM. Mimo tych wszystkich poważnych tytułów, nazw piastowanych urzędów oraz konotacji towarzyskich Illga, którego nazywa się „przyjacielem Noblistów", atmosfera była przednia. Byliśmy świadkiem rzeczy niesłychanej: intelektualnego spektaklu bez inteligenckiego zadęcia. Aula Teatralna w Centrum Nauk Humanistycznych pękała w szwach, niektórzy nawet siedzieli na schodach, a znajome panie sprzątaczki, z którymi zamieniłem słowo po blisko dwugodzinnym show, powiedziały, że aż musiały wejść do środka, słysząc jak dobrze wszyscy się bawią. Oby to spotkanie było prognostykiem na wszystkie kolejne Kortowskie Spotkania z Literaturą, które zapowiadane są jako comiesięczne uczty wielbicieli książek!
Odsłona druga Kortowskich Dni Literatury w postaci wykładu profesora Przemysława Czaplińskiego była oszałamiająca - pozbawiona krotochwili, lecz w pełni merytoryczna, obfitująca w fajerwerki intelektualne napędzane myślą współczesnej humanistyki. Profesor Czapliński wyszedł od poglądów Fukuyamy i Lyotarda dotyczących kondycji współczesnego świata co przejawia się nieufnością wobec wielkich metanarracji ocierając się o antyutopie Huxleya i Orwella, docierając wreszcie pod koniec do Houellebecqa, analizując koncepcję inwolucji, która odpowiedzialna jest za dekadencję dni ostatnich. "W świecie, gdzie wszystko wolno, nikomu już się nic nie chce" - mówi Czapliński, zaś sfera libido współczesnego/przyszłego człowieka charakteryzuje się uwiądem czego doskonały przykładem jest futurystyczna powieść pt. "Możliwości wyspy" traktująca o przyszłości homo sapiens. Wizja nie jest zbyt optymistyczna, gdyż gatunek ludzki skazany będzie na samotne, wirtualne życie w bąblach stechnicyzowanej, niekończącej się inkarnacji lub skazany na życie w pierwotnych hordach, przypominających zwierzęce stada.
W wykładzie nie chodzi tylko o przekaz wiedzy, gdyż powyższe przemyślenia i tezy można znaleźć w druku, ale o nawiązanie osobowego kontaktu z publicznością. Czapliński po brzegi wypełnił aulę nr 37 na Wydziale Humanistycznym a publiczność zawsze jest w stanie rozpoznać wiarygodność i charyzmatyczność mówcy, czego nie można odmówić gościowi z Poznania. Widać było, że wierzy on w słowo pisane: "W książkach jest zachęta do samodzielnej refleksji" - mówił, do czego z pewnością zachęcił wszystkich obecnych.
fot. Piotr Przytuła
Pierwsze Kortowskie Spotkania z Literaturą miały doskonałą premierę - elokwentną i zabawną. Mimo wspomnień o ikonach polskiej humanistyki jak Miłosz czy Kołakowski, jeszcze nigdy tak się nie naśmiałem na żadnym spotkaniu literackim. Humor zawdzięczamy Jerzemu Illgowi, redaktorowi naczelnemu wydawnictwa „Znak".
Pierwszego dnia spotkań w dyskusji, oprócz Jerzego Illga, wziął udział jeden z najsłynniejszych polskich literaturoznawców prof. Przemysław Czapliński z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz dyrektor Instytutu Filologii Polskiej UWM prof. Sławomir Buryła. Całą dyskusję moderowała, jak zawsze skromna i pełna wdzięku, doktor Bernadetta Darska z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWM. Mimo tych wszystkich poważnych tytułów, nazw piastowanych urzędów oraz konotacji towarzyskich Illga, którego nazywa się „przyjacielem Noblistów", atmosfera była przednia. Byliśmy świadkiem rzeczy niesłychanej: intelektualnego spektaklu bez inteligenckiego zadęcia. Aula Teatralna w Centrum Nauk Humanistycznych pękała w szwach, niektórzy nawet siedzieli na schodach, a znajome panie sprzątaczki, z którymi zamieniłem słowo po blisko dwugodzinnym show, powiedziały, że aż musiały wejść do środka, słysząc jak dobrze wszyscy się bawią. Oby to spotkanie było prognostykiem na wszystkie kolejne Kortowskie Spotkania z Literaturą, które zapowiadane są jako comiesięczne uczty wielbicieli książek!
Odsłona druga Kortowskich Dni Literatury w postaci wykładu profesora Przemysława Czaplińskiego była oszałamiająca - pozbawiona krotochwili, lecz w pełni merytoryczna, obfitująca w fajerwerki intelektualne napędzane myślą współczesnej humanistyki. Profesor Czapliński wyszedł od poglądów Fukuyamy i Lyotarda dotyczących kondycji współczesnego świata co przejawia się nieufnością wobec wielkich metanarracji ocierając się o antyutopie Huxleya i Orwella, docierając wreszcie pod koniec do Houellebecqa, analizując koncepcję inwolucji, która odpowiedzialna jest za dekadencję dni ostatnich. "W świecie, gdzie wszystko wolno, nikomu już się nic nie chce" - mówi Czapliński, zaś sfera libido współczesnego/przyszłego człowieka charakteryzuje się uwiądem czego doskonały przykładem jest futurystyczna powieść pt. "Możliwości wyspy" traktująca o przyszłości homo sapiens. Wizja nie jest zbyt optymistyczna, gdyż gatunek ludzki skazany będzie na samotne, wirtualne życie w bąblach stechnicyzowanej, niekończącej się inkarnacji lub skazany na życie w pierwotnych hordach, przypominających zwierzęce stada.
W wykładzie nie chodzi tylko o przekaz wiedzy, gdyż powyższe przemyślenia i tezy można znaleźć w druku, ale o nawiązanie osobowego kontaktu z publicznością. Czapliński po brzegi wypełnił aulę nr 37 na Wydziale Humanistycznym a publiczność zawsze jest w stanie rozpoznać wiarygodność i charyzmatyczność mówcy, czego nie można odmówić gościowi z Poznania. Widać było, że wierzy on w słowo pisane: "W książkach jest zachęta do samodzielnej refleksji" - mówił, do czego z pewnością zachęcił wszystkich obecnych.
A oto dowód na to, że Autor opisując atmosferę nie mija się z prawdą :):
Subskrybuj:
Posty (Atom)


