czwartek, 29 września 2011
13 X 2011 r. - spotkanie autorskie Wojciecha Kuczoka
Uniwersytet Warmińsko Mazurski:
Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej oraz Instytut Filologii Polskiej
zapraszają na
Kortowskie Spotkania z Literaturą 13 X 2011
(odsłona dziewiąta)
Miejsce: Wydział Humanistyczny, Aula Teatralna [przy wejściu głównym na prawo w stronę szatni], ul. Obitza 1 [Kortowo 2]
13 października (czwartek) godz. 17.00 –
Spotkanie z Wojciechem Kuczokiem.
Rozmowę poprowadzi Włodzimierz Kowalewski.
Wojciech Kuczok – prozaik, krytyk filmowy, scenarzysta. Autor powieści „Gnój” (2003) i „Senność” (2008) oraz zbiorów opowiadań „Opowieści słychane” (1999), „Szkieleciarki” (2002), „Widmokrąg” (2004) i „Opowieści przebrane” (2005). Powieść „Gnój” uhonorowano m.in. Nagrodą Literacką NIKE oraz Paszportem „Polityki”, przełożono ją na piętnaście języków. Na podstawie jego książek powstały filmy – „Pręgi” i „Senność”. Autor opublikował zbiory esejów – „To piekielne kino” (2006) i „Moje projekcje” (2009). Najnowsza powieść pisarza nosi tytuł „Spiski” i ukazała się w 2010 roku.
Włodzimierz Kowalewski – prozaik, felietonista. Autor dwóch tomów opowiadań – „Cztery opowiadania o śmierci” (1993) i „Światło i lęk. Opowiadania starej daty” (2003). Jest również autorem dwóch powieści – „Bóg zapłacz!” (2000) i „Excentrycy” (2007). Trzykrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike. W 2003 roku jego twórczość uhonorowano polsko-niemiecką Nagrodą Literacką im. Samuela Bogumiła Lindego. Za powieść „Excentrycy” otrzymał Literacką Nagrodę Warmii i Mazur Wawrzyn.
Patronat honorowy: JM Rektor UWM prof. dr hab. Józef Górniewicz
Patronat medialny: Radio UWM FM, TVP Olsztyn i „Nasz Olsztyniak”
"Spiski" Wojciecha Kuczoka - recenzja
W ramach zapowiedzi spotkania z Wojciechem Kuczokiem zapraszamy do zapoznania się z recenzją jego najnowszej powieści:
Bernadetta Darska
Dojrzewanie
Bernadetta Darska
Dojrzewanie
„Spiski” Wojciecha Kuczoka można z powodzeniem czytać w taki sposób, by w trakcie lektury odkrywać kolejne różnice między bohaterami i akcją jego najnowszej powieści a tym, co zostało opisane w „Gnoju”. O ile przed laty pisarz skupił się na pokazaniu dziecięcej traumy, a relacje między synem a ojcem zdefiniował na zasadzie opozycji ofiara kontra kat, o tyle w książce z podtytułem „Przygody tarzańskie” role ojca i syna zostają rozpisane zupełnie inaczej. Kuczok dzieli swoją opowieść na rozdziały opatrzone datą i skoncentrowane wokół jednego ważnego wydarzenia. Tym zaś może być zarówno mecz między Polską a Rosją wtedy, gdy komunizm trwa w najlepsze, ale i opętany pożądaniem niedźwiedź. Poszczególne części tej opowieści to odznaczenie ważnych etapów dorastania młodego bohatera. Od dziecka do mężczyzny – wedle tego schematu rozwija się akcja. Gdybyśmy jednak mieli do czynienia tylko z powieścią inicjacyjną, książka Kuczoka nie zasługiwałaby na tak dużą uwagę, jakiej jest warta. Tytuł „Spiski”, co zostaje podpowiedziane przez samego autora, można czytać na co najmniej trzy sposoby – to zapiski, odnotowane chwile, niekoniecznie ważne, ale przez sam fakt spisania urastające do rangi wartych zapamiętania; to miejscowość, do której bohater wraca – jako dziecko i jako dorosły; to wreszcie łatwość knucia, tworzenia sekretów, tęsknota za nieprzeciętnym, gdy zewsząd osacza coraz mocniej zwyczajność. Ojciec początkowo jest przewodnikiem, to on decyduje, jak spędzi wakacje rodzina, i to on nadaje kształt wakacjom. Szybko jednak okazuje się, że zmiana systemu obnaża absurdalność walki, do której mężczyzna się przyzwyczaił; demokracja otępia i osłabia, czyni bezużytecznym. Każdy kolejny protest ojca i próba zaakcentowania swojego miejsca w rzeczywistości kończy się porażką. Syn rośnie w siłę, ojciec poddaje się słabości. Uważny czytelnik przypomni sobie podobny wątek z innej, również w 2010 roku wydanej książki. Mam tu na myśli „Apokalypsis’89”. Jarosław Maślanek mógłby się jednak wiele nauczyć od Kuczoka – brawury językowej i lekkości narracyjnej, umiejętności snucia pasjonującej opowieści, mówienia rzeczy ważnych tam, gdzie pozornie niewiele się dzieje. Kuczok portretując środowisko górali zabiera głos w bardzo wielu kwestiach nurtujących nie tylko mieszkańców Tatr. „Spiski” można bowiem czytać jako opowieść o swojskości otwierającej się na obcość; jako historię nastoletnich fantazji, spełniających się w chwili przemiany chłopca w mężczyznę; jako świadectwo odchodzenia w przeszłość mitu cudzego i otwierania się na przyszłość, w której może być kształtowany mit własny. Znajdziemy tu także mnóstwo anegdot, które bawią i zachwycają, zwłaszcza że Kuczok mistrzowsko „używa” góralskiej gwary. Natkniemy się też na błyskotliwie zaprezentowanie absurdów religijno-kościelnych – przykładem może być zniknięcie opasek biodrowych z figur Chrystusa i sensacyjne odkrycie (sic!), że Zbawiciel ma genitalia, a także nagłe i równie zaskakujące ogołocenie Giewontu. Fragmenty te to prawdziwy majstersztyk. „Gnój”, czego nie trzeba przypominać, kończy się wielką katastrofą. Finał „Spisków” to pochwała spełnienia i znalezienia tej właściwej, poszukiwanej może po omacku, drogi. „Zapachniało życiem” (s. 274) – tak brzmi jedno z ostatnich zdań. Pachnie nim w całej tej opowieści, pachnie oszałamiająco. Warto!
Wojciech Kuczok, Spiski, Wyd. W.A.B., Warszawa 2010.
Pierwodruk: "A to książka właśnie!" - http://bernadettadarska.blog.onet.pl/Dojrzewanie-W-Kuczok-Spiski,2,ID419122264,n
środa, 28 września 2011
Wojciech Kuczok gościem Kortowskich Spotkań z Literaturą
Już w październiku zapraszamy na kolejną, pierwszą w tym roku akademickim, odsłonę Kortowskich Spotkań z Literaturą. Naszym gościem będzie znany pisarz Wojciech Kuczok. Poniżej prezentujemy wybrane okładki jego książek:
środa, 21 września 2011
Już w październiku...
Już w październiku rozpoczyna się nowy rok akademicki - ani studentom, ani wykładowcom nie trzeba o tym przypominać. Już w październiku rozpoczynamy kolejną edycję Kortowskich Spotkań z Literaturą. Co miesiąc będziecie mogli uczestniczyć w spotkaniach autorskich ze znanymi pisarzami, a także będziecie mogli wysłuchać wykładów wybitnych naukowców. Niebawem poinformujemy, kto będzie naszym październikowym gościem i kiedy odbędzie się spotkanie - zaglądajcie więc na naszą stronę. Przypominamy, że Kortowskie Spotkania z Literaturą odbywają się pod honorowym patronatem JM Rektora UWM prof. dr. hab. Józefa Górniewicza, a patronat medialny sprawują Radio UWM FM, TVP Olsztyn i "Nasz Olsztyniak".
niedziela, 26 czerwca 2011
Nie żyjemy bez płci. Z prof. dr hab. Ingą Iwasiów rozmawia Jagoda Paturej-Grandyberg
Czym jest powieść akademicka? To termin, który jest mało znany, a takich wątków można doszukać się w Ku słońcu.
| fot. Piotr Przytuła |
Marzę od paru lat, by napisać powieść akademicką. Mieliśmy numer dwumiesięcznika „Pogranicza” poświęcony literaturze akademickiej. I wtedy odbyła się duża dyskusja w ramach „Targów Książki Naukowej”, podczas której zadawaliśmy wprost pytanie: dlaczego nie ma w Polsce nurtu powieści akademickiej? Takiego znaczącego. Dużego. Bo oczywiście powstają powieści, które są osadzone w tym środowisku, ale nie są szerzej znane. Odbiegają od podstawowego wzorca, uprawianego na przykład przez Davida Lodge’a. I oczywiście zastanawialiśmy się nad tym, w czym tkwi problem? Czy w przedstawianiu doktryn? Przecież w Polsce też te doktryny wędrują, od postmodernizmu zaczynając 20 lat temu, poprzez feminizm, studia gender, dyskusje pomiędzy postawą konserwatywną a progresywną. To wszystko się też w Polsce dzieje, więc z tym chyba nie byłoby problemu, z napisaniem powieści, która dotyczyłaby dyskursu humanistycznego oraz postaw ludzkich wobec tego dyskursu.
Może rzecz w ironii? W naszej nieumiejętności dystansowania się do środowisk, w których żyjemy. Bo powieść akademicka jest powieścią środowiskową. Jest najczęściej powieścią z kluczem. W związku z tym można w niej odnaleźć prawdziwe osoby, prawdziwe konflikty, prawdziwe słabości. I oczywiście nie jest to pogląd literaturoznawczy tylko potoczny, ale może to jest tak, że nie stać nas na to, żeby krytycznie, z dystansem, ironicznie, opowiedzieć o środowiskach, w których żyjemy. Często więc profesorowie, którzy mają inklinacje do literatury, mówią, że napiszą te powieści, kiedy będą już na emeryturze.
W programie, w którym podąża Pani śladami bohaterów „Ku słońcu”, padają z Pani ust słowa, że nie miała Pani odwagi napisać obszernej powieści akademickiej. Dlaczego?
To nie jest kwestia braku odwagi, chociaż rytm życia akademickiego w Polsce jest taki, że trzeba by się liczyć z odrzuceniem, z ostracyzmem, ze złymi reakcjami na sarkastyczne uwagi, ironiczne wizerunki, a tylko takie są nośne w tej konwencji. Nie można napisać laurki środowisku, w którym się żyje, bo to mijałoby się z celem. Natomiast ja nie robię tego ze strachu przed odrzuceniem, bo doświadczenie bycia dyrektorką Instytutu Polonistyki i Kulturoznawstwa jest wystarczająco traumatyczne i to doświadczenie łączy się właśnie z izolacją, jakiej najśmielszy powieściopisarz dla samego siebie nie zaprojektuje. W związku z czym nie mam już nic do stracenia. To jest moment biograficzny, w którym mogę napisać każdą powieść, weszłam w apogeum wieku średniego, o nic nie zabiegam, stać mnie na dystans wobec samej siebie. Myślę natomiast, że do tej pory nie uporałam się z rożnymi innymi, formalnymi, artystycznymi wyzwaniami. I myślę też, że muszę wciąż szukać takiej konwencji, która jest na przecięciu – to mnie najbardziej bawi. Czyli kiedy piszę powieść z elementami powieści akademickiej, to jednocześnie jest to wciąż powieść o historii miejsca. Kiedy pisałam Bambino, czyli powieść o historii miejsca, to jednocześnie była to powieść o miłości. Podkreślam, choć nie jest to specjalnie odkrywcze, że i powieść akademicka jest bardzo często powieścią o miłości, opisującą zetknięcie świata profesorskiego ze światem studenckim, czyli jest powieścią przekraczającą tabu, wyciągającą na światło dzienne rzeczy, które czasem chcielibyśmy ukryć. Ja to wszystko staram się zrobić. I na przykład w Ku słońcu, w głównym wątku Małgorzaty i jej ucznia – doktoranta, zawarty jest ten przewrotny pomysł, żeby opisać nie profesora wprowadzającego w życie studentkę, tylko żeby opisać profesorkę, mająca dobrą relację ze swoim doktorantem. Dobrą, czyli nie taką, która oparta jest na rodzaju eksploatacji erotycznej, czy czerpaniu z autorytetu i ułatwianiu sobie kariery, tylko jest to relacja, która oparta jest faktycznie na miłości. W ten sposób, drobnymi gestami narracyjnymi, staram się przekraczać konwencje. Wobec tego nie wiem, czy napiszę kiedyś taką powieść, która będzie w pełni akademicka w tych standardach, które też już są jakąś zamykającą się konwencją.
| fot. Piotr Przytuła |
Czy rezygnacja z autobiografizmu w powieściach ma przełożenie na to, że zaczęła Pani pisać bloga, że jest Pani „dostępna” on-line i w pewien sposób, to „kobiece” pisanie jest kompensowane w innej formie?
Właśnie nie. Faktycznie to jest bardzo cenna obserwacja, z którą muszę się uporać, na obecnym etapie swojego pisarstwa, ale także życia. Bo jest naturalnym odruchem, że kiedy się zaczyna pisać, to jest to pisanie zwykle autobiograficzne i dość wprost, nieprzetworzone.
Natomiast mi się wydało w jakimś momencie, że muszę wskoczyć na to inne piętro, piętro, gdzie fikcja zaczyna opowiadać o rzeczach dla mnie ważnych. Że to za łatwe już dla mnie – opowiadanie po prostu o swoich przeżyciach. Ja opowiedziałam już o nich blisko 20 lat temu w książce, która nie była szerzej znana – Miasto-ja-miasto. I jeżeli ktoś szuka okruchów mojej biografii, to najłatwiej tam je znajdzie. Natomiast potem zaczęłam stawiać sobie zadania fabularne i szukać opowieści, które by mnie reprezentowały, ale nie prezentowały.
Mam wielką pokusę napisania powieści autobiograficznej i jeśli mówimy o odwadze, to to jest ten punkt, gdzie zaczyna działać brak odwagi, ponieważ tu musiałabym być zupełnie bezkompromisowa. Bo kiedy się dochodzi pięćdziesiątki, nie wypada już iść na kompromisy i taka powieść dużo by mnie kosztowała, ale nie tylko mnie. Bo ja z myśleniem o autobiografii mam problem. Nie z odsłanianiem siebie, tylko z odsłanianiem ludzi wokół. Autobiografia nie dzieje się w próżni. Opowiadając autobiograficznie trzeba opowiedzieć o swojej rodzinie, o ludziach bliskich, o swoich dzieciach. Nie jestem na to gotowa. Wydaje mi się, że tu jest zasadnicza bariera, która mnie powstrzymuje, ale pewnie kiedyś przestanie powstrzymywać.
Natomiast blog też jest oczywiście konwencją i to jest dla mnie granica pomiędzy nieosłoniętym zwierzaniem się a znalezieniem języka dla opowieści, który będzie językiem dobrej komunikacji, nie kłamstwa, nie wdzięczenia się do odbiorców, ale jednocześnie komunikacji, która zakłada, że po obu stronach wiemy, że to nie będą zapiski z mojego codziennego makijażu, tylko będę pisać tam o rzeczach, które uważam za ważne. Nie tylko dla siebie. Blog właściwie bardziej zastępuje mi publicystykę niż pamiętnik. To miejsce ujawniania poglądów, a nie miejsce zwierzania się.
Ośrodki akademickie coraz częściej dają możliwość w różnej formie, czy to studiów podyplomowych, czy kół zainteresowań, czy instytutów, zgłębiania zagadnień z zakresu gender studies. Dlaczego rośnie zainteresowanie tą szkołą/tą myślą?
To jest dość naturalny odruch w związku z tym, iż każdy z nas identyfikuje własne „ja” przez role płciowe. I w rożnych momentach życia kwestia identyfikacji płci, konstruowania płci jest ważna. I w dzieciństwie i w młodości, czy może zwłaszcza w młodości. Myślę, że dlatego to tak bardzo interesuje studentki, studentów. To jest moment, kiedy zadajemy sobie: pytania kim chce być, jaką rolę pełnić? Czy płeć mnie ogranicza, czy płeć coś mi otwiera? I to jest zasadniczy powód – zainteresowanie, które w centrum stawia „ja” i ono akurat w studiach gender w Polsce, jak i na świecie, jest tym pytaniem zasadniczym, gdyż pytając o płeć, pytamy o tożsamość, o to, kim jest jednostka.
Drugim powodem jest to, że studia humanistyczne niezmiernie się sfeminizowały w Polsce i kobiety zaczynają pytać o to, czy są reprezentowane w dyskursie humanistycznym, w literaturze? Ponieważ kanony uniwersyteckie, historyczne, krytycznoliterackie są kanonami z przewaga męskich tekstów, a programy gender nastawione są na literaturę kobiecą, na kobiety w literaturze i to kobietą interesują się bardziej niż konwencją.
Co nam daje umiejętność „genderowego” czytania/spojrzenia na literaturę?
Zyskujemy egzystencjalnie – jeśli jesteśmy kobietami. Problem może się pojawić, jeśli przyjmiemy tylko optykę feministyczną, bo to może odciąć inne aspekty postrzegania literatury. Dlatego zawsze podkreślam, że najlepiej jest czytać interdyscyplinarnie.
| fot. Piotr Przytuła |
O tym problemie piszę w mojej książce Gender dla średnio zaawansowanych, która jest zapisem wykładów przeprowadzonych na Uniwersytecie Szczecińskim. Takie czytanie pomaga na szersze spojrzenie także na świat polityki, świadomości, społeczeństwa. Niebezpieczeństwo pojawia się właśnie, gdy czytając poszukujemy „tylko” np. niedoli kobiet. Gdy czytamy jednowymiarowo, a tak może się stać, gdy zamkniemy się na inne dyskursy. Genderowe czytanie powinno pomóc nam to zjawisko zrozumieć, zmienić strukturę myślenia, nauczyć doświadczać przez płeć. Nie żyjemy bez płci, nasze doświadczenie to jej doświadczenie.
W ostatnich latach niezwykle popularny stal się dyskurs tożsamościowy, co niewątpliwie w dużej mierze zawdzięczamy dynamicznemu rozwojowi myśli feministycznej. Czy nadal, jak nazwał to Lippmann „obrazy w Głowie”, czyli stereotypy, nie pozwalają nam „wyjść” poza pewne schematy w postrzeganiu Innych? Czy Inny-Feministka, został już „oswojony”?
Widzimy wokół siebie zmiany społeczne, kulturowe; obserwujemy przesunięcia w dyskursie płci. Z drugiej strony ciągle mamy do czynienia z „metodą dyscyplinowania” – sięgam tu po termin Foucaulta – której ulegamy i która nadal jest niezwykle skuteczna, bo określa nas przez „deficyty osobiste”. Obraz feministki jako Innego jest obecny ciągle, chociażby w kulturze masowej, ale obok pojawia się nowy obraz „normalnej” feministki. Co jest związane z pojawianiem się mainstreamowego obrazu kobiety-feministki, jako tej wyznaczającej nowe ścieżki, którymi feministki i kobiety nowoczesne „masowo” powinny podążać.
Jak rozwija się ruch feministyczny w Polsce? Pojawiają się zarzuty, że feministki w Polsce nie potrafią się jednoczyć, centralizować, działać razem, że brak im wspólnych spraw? Jaki jest Pani pogląd jako jednej z najważniejszych postaci rozwoju polskiej myśli feministycznej na tę kwestię?
Feministki mają dużo do zrobienia także w państwie, między innymi dlatego, że jesteśmy przekonani, że jest równość. Liberalizm znosi problem płci. Mówi nam, że nierówności nie ma, więc nie ma się nad czym zastanawiać, ten problem nie istnieje.
| fot. Piotr Przytuła |
Organizacje kobiece faktycznie są w rozproszeniu, ale istnieją, działają, maja swoje zadania. Nie możemy ich obwiniać za to, że nie reprezentują kobiet w szerszym rozumieniu tego słowa. Tu pojawia się problem świadomości kobiet w Polsce co do tego, że ich sprawy powinny być reprezentowane. W rozbudzeniu takiej świadomości może pomóc znajomość chociażby wspomnianej wcześniej problematyki gender studies.
Ale obecnie znajdujemy się w impasie. Z jednej strony wiemy, że liczy się obecność medialna, z drugiej ta obecność marginalizuje działania oddolne, godzi w poczucie sprawiedliwości (bo aktywne od lat środowiska nie komponują się dobrze z politycznymi decyzjami i powstającym salonem feministycznym) i w pewnym sensie „zakrywa” nierozwiązane problemy kobiet w Polsce. W obecności medialnej tkwi także pułapka zaufania sztucznym światom. Choć bez nagłośnienia żadna sprawa współczesnego świata nie zostanie rozwiązana, samo nagłośnienie nie rozwiązuje żadnej sprawy…
środa, 1 czerwca 2011
Fotorelacja ze spotkania z prof. dr hab. Ingą Iwasiów
30 maja kończyliśmy tegoroczną odsłonę cyklu Kortowskich Spotkań z Literaturą. Spotkaliśmy się z prof. dr hab. Ingą Iwasiów. Dyskusja dotyczyła powieści "Bambino" i "Ku słońcu". Poniżej prezentujemy fotorelację ze spotkania z pisarką. Autorem zdjęć jest Piotr Przytuła. Zapraszamy do oglądania!
piątek, 27 maja 2011
O ósmej odsłonie Kortowskich Spotkań z Literaturą w Radiu UWM FM
W piątek 27 maja o godz. 12 w Radiu UWM w audycji Duży Łyk Kultury dr Bernadetta Darska zapowiadać będzie ósmą odsłonę Kortowskich Spotkań z Literaturą. Przypominamy, że już w poniedziałek 30 maja o godz. 11.30 w Auli Teatralnej odbędzie się spotkanie z prof. dr hab. Ingą Iwasiów. Zapraszamy!
wtorek, 17 maja 2011
30 V 2011 - spotkanie autorskie prof. dr hab. Ingi Iwasiów
Uniwersytet Warmińsko Mazurski:
Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej oraz Instytut Filologii Polskiej
zapraszają na
Kortowskie Spotkania z Literaturą 30 V 2011
(odsłona ósma)
Miejsce: Wydział Humanistyczny, Aula Teatralna [przy wejściu głównym na prawo w stronę szatni], ul. Obitza 1 [Kortowo 2]
30 maja (poniedziałek) godz. 11.30 –
„Miejsca odzyskane, miejsca utracone…” O powieściach „Bambino” i „Ku słońcu” z prof. dr hab. Ingą Iwasiów rozmawiać będzie dr Bernadetta Darska
prof. dr hab. Inga Iwasiów – literaturoznawczyni, krytyczka literacka, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego. Redaktor naczelna dwumiesięcznika „Pogranicza”. Od 2010 roku jurorka Nagrody Literackiej Nike. Prozaiczka, poetka, eseistka. Autorka między innymi monografii „Kresy w twórczości Włodzimierza Odojewskiego. Próba feministyczna” (1994), „Opowieść i milczenie. O prozie Leopolda Tyrmanda” (2000); szkiców krytycznych „Rewindykacje. Kobieta czytająca dzisiaj” (2002); esejów „Gender dla średnio zaawansowanych. Wykłady szczecińskie” (2004), tomów poezji „Miłość” (2002) i „39/41” (Szczecin 2004), dwóch zbiorów opowiadań „Miasto-ja-miasto” (1998) i „Smaki i dotyki” (2006) oraz dwóch powieści „Bambino” (2008) i „Ku słońcu” (2010). Powieść „Bambino” znalazła się w finale najważniejszych nagród literackich w Polsce – Nike, Angelusa i Cogito.
Patronat honorowy: JM Rektor UWM prof. dr hab. Józef Górniewicz
Patronat medialny: Radio UWM FM, TVP Olsztyn i „Nasz Olsztyniak”
O powieści "Ku słońcu" Ingi Iwasiów
Gościem ósmej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą będzie prof. dr hab. Inga Iwasiów. Poniżej prezentujemy fragment recenzji z powieści "Ku słońcu":
Bernadetta Darska
Świat utraconych zapachów, obrazów i słów
Bernadetta Darska
Świat utraconych zapachów, obrazów i słów
„Ku słońcu” to powieść wyczekiwana przez tych, którzy dali się uwieść historii opowiedzianej w „Bambino”. Nie bez powodu używam tu określenia „uwieść”, bowiem w przypadku obu powieści sposób opowiadania wciąga czytelnika w rytm, któremu musi się poddać. Nie chodzi tu tylko o kwestie językowe, lecz i pączkującą kolejnymi odsłonami skupioną historię człowieka szczególnego, ale i uniwersalnego. To nie są nasze historie – taką deklaracją może asekurować się czytelnik „Bambina”. Szybko jednak odkryje, że jest w tych delikatnie, przyjaźnie, ale jednocześnie bez taryfy ulgowej portretowanych życiorysach coś z niego samego. Narracja Iwasiów nie tylko więc uwodzi, ale i wciąga czytelnika w rytm wydarzeń. […] Retrospektywna podróż w przeszłość niczego nie załatwi, ewentualnie może bardziej wszystko skomplikować. Dobrych odpowiedzi tak naprawdę nikt nie pomoże znaleźć. Trzeba samemu odkryć drogę do siebie i miejsce, które okaże się tym własnym. Wyrażona na ostatnich stronach „Bambina” nadzieja Uli, że być może Magdę ocali miasto, okazuje się złudna. Albo inaczej – źródłem wyzdrowienia na pewno nie będzie Szczecin. Choć w „Ku słońcu” Magda chodzi własnym śladami sprzed lat, to jednak nie udaje się jej stać na nowo kimś stąd. Jest obcą, choć zmuszoną do udawania, że rozpoznaje miejsce, w którym się znajduje. Retrospektywna opowieść, którą proponuje w „Ku słońcu” Iwasiów, nie jest więc wyciszeniem nostalgii i melancholijnym wejrzeniem we własną biografię sprzed lat. Autorka każe swoim bohaterom zmierzyć się nie tylko z tym, co było i co jest, ale też z problemem utraconej ciągłości. Magda i Tomek mają trudności z połączeniem tego, co jest ich wspólną pamięcią, z tym, co przeżyli oddzielnie i czego nie są w stanie odtworzyć na tyle dokładnie, by drugą osobę włączyć we wspomnienie, które nie jest jej udziałem. […] Magda wyjedzie ze Szczecina ze świadomością, że zostawia miejsce, w którym zamknęła się pewna część jej historii. Nie ma powodu, by się odwracać i rozpamiętywać. Wszystko to, co może dać jakąkolwiek odpowiedź, zawiera się w tym, co będzie. Symboliczne narodziny nowego życia kończą się więc Wielką Stypą. Tak bowiem można określić pobyt Magdy w Szczecinie.
Całość tekstu opublikowana jest na łamach „artPapieru” – 2010, nr 13 (157) z 1 lipca: http://artpapier.com/?pid=2&cid=1&aid=2510
O książce "Prywatne/publiczne. Gatunki pisarstwa kobiecego" pod red. Ingi Iwasiów
Gościem ósmej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą będzie prof. dr hab. Inga Iwasiów. Poniżej prezentujemy fragment recenzji z książki "Prywatne/publiczne. Gatunki pisarstwa kobiecego" pod redakcją Autorki:
Sławomir Buryła
W swoim imieniu
"Prywatne/publiczne. Gatunki pisarstwa kobiecego to cztery artykuły ułożone w porządku chronologicznym: od najwcześniejszego podejmującego zagadnienia związane z okresem Dwudziestolecia, przez wojnę, rzeczywistość PRL aż po zmierzch komunizmu. Tytuł (uwydatniając labilność sfery publicznej i prywatnej) znakomicie oddaje zawartość tematyczną najnowszej książki pod redakcją Ingi Iwasiów. [...]
Inga Iwasiów w artykule Powieść w obiegach. Lata osiemdziesiąte i kontynuacje spogląda na dzieła prozatorskie mówiące między innymi o politycznym zaangażowaniu kobiet, ich obecności w świecie wielkich wydarzeń politycznych jako na przekaz wyrażający podwójną perspektywę: podmiotowość autorki oraz resentymenty patriarchalne. W zgodzie z metodą feministyczną Iwasiów postrzega powieść polityczną jako z jednej strony tę, której nie da się czytać nie wychodząc poza tekst, pozostając jedynie w jego obrębie, a z drugiej dowodzącą, że każdy utwór jest w jakimś porządku polityczny, bo pozostaje w relacji „wobec wartości kanonicznych określonej kultury”. W niezwykle ciekawym szkicu Iwasiów najbardziej doniosłe wydają mi się rozpoznania dotyczące problematyki wciąż słabo zdiagnozowanej. Chodzi o formy obecności Polek w wielkich wydarzeniach XX wieku. Iwasiów koncentruje się na dwóch faktach z historii minionego stulecia – tragedii II wojny światowej oraz rzeczywistości PRL (od stalinizmu przez lata sześćdziesiąte po narodziny opozycji i ruchu „Solidarność”). Mimo pojawienia się w ostatnich latach kilku ważnych prac, czasy wojny, Holocaustu oglądane z pozycji kobiety wciąż pozostają terenem nierozpoznanym. [...]".
Całość tekstu do przeczytania w "FA-arcie" [2009, nr 1-2].
O powieści "Bambino" Ingi Iwasiów
Gościem ósmej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą będzie prof. dr hab. Inga Iwasiów. Poniżej prezentujemy fragment recenzji z powieści "Bambino":
Bernadetta Darska
Urok mlecznego baru
Całość tekstu do przeczytania w: „Nowa Kultura” [dodatek do „Dziennika”] z dn. 14 VIII 2008 r.
Bernadetta Darska
Urok mlecznego baru
„Bambino” staje się rodzajem mitu założycielskiego powojennego Szczecina. To kobiety budują miasto od wewnątrz. Pracują, wiążą się z mężczyznami, decydują się nie wspominać wojny i uwierzyć w pokój, rodzą więc dzieci. To one ponoszą największe koszty – wyrzekając się marzeń, znosząc kolejne rozczarowania, przeżywając od nowa samotność. Iwasiów odpowiedzialnością za ich nieprzystosowanie obarcza przeszłość. Co prawda w czasie wojny można dużo wytrzymać (np. gwałty Rosjan), ale najtrudniejszym dziedzictwem okazuje się pamięć. To ona stygmatyzuje bohaterów potencjalnością przegranej.
Portret Szczecina okresu PRL-u to także zapis problemów z używaniem odpowiedniego języka. Ula zdaje się nie pamiętać języka niemieckiego, potem wyrzeka się też języka ciała. A gdy Stefan jako Żyd musi opuścić kraj w 1968 roku, Ulrike jakby kamienieje. Maria nie jest pewna, czy umie jeszcze mówić po rosyjsku, wątpi też, czy potrafi nadal używać języka miłości. Jan, mąż Marysi, zamienia słowa czułości w okrzyki nienawiści, rozmowy o życiu w debatowanie o polityce i o spiskach. Anna staje się strażniczką powagi małżeństwa i domową księgową przeliczającą każdy pieniądz na dobra materialne.
Całość tekstu do przeczytania w: „Nowa Kultura” [dodatek do „Dziennika”] z dn. 14 VIII 2008 r.
O powieści "Bambino" Ingi Iwasiów
Gościem ósmej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą będzie prof. dr hab. Inga Iwasiów. Poniżej prezentujemy fragment recenzji z powieści "Bambino":
Sławomir Buryła
Słodko-gorzki smak PRL
"[...] Umiejętność opowiadania oraz język odwołujący się do różnych rejestrów stylistycznych to niewątpliwie największe zalety Iwasiów. Bambino znakomicie parodiuje różne konwencje narracyjne. Komunikacyjna, prezentacyjna funkcja języka ustępuje niekiedy pola słowu włączonemu w plan gry, zabawy. „Dla Anny i Uli miejscem pracy jest bar »Bambino«, gdzie trafiają po zaliczeniu kilku innych barów. Bambino, bambino, bambino. Janek, też słodki na pierwszy rzut oka, ale i mężczyzna, jest ich konsumentem, Marysia lokatorką Uli. Bambini, bambino. Oto przypadkowy układ. Komplet poszerzy się później. O niezbędny element. Do życia. Mają ze sobą coś wspólnego: nie mają tu, w mieście, rodzin. Uklepują swoje życie, stykając się naskórkami z ludźmi stąd, zawierają przymierza, składają przysięgi”. Słowa „wymykają się” tu spod kontroli, korzystają z chwilowej wolności. Czy rzeczywiście jednak o zabawę tu chodzi? Po trosze może tak. Przede wszystkim jednak – jak sądzę – to próba językowego oddania młodości z właściwą jej dezynwolturą, niefrasobliwością. Język próbuje wyrażać stan duszy, naśladować emocje. Gdzie indziej (w scenie spotkania towarzyskiego w „Kameralnej”) stara się z kolei imitować lekkość tańca i stan nieznacznego upojenia alkoholowego.
Kompozycja Bambino miejscami zdaje się przypominać pracę aparatu fotograficznego. Zwięzłe, lakoniczne zdania przywołują na myśl stop-klatki, z których każda odsłania inny fragment biografii bohatera. Czytając Bambino miałem wrażenie, jakby cały utwór przybierał postać kolekcji z rodzinnych albumów. Na skojarzenie takie naprowadzają charakterystycznie sformułowane tytuły poszczególnych rozdzialików (Polowanie na komary, 1972 – Rozwód, 1973 – Ich mała destabilizacja, 1974 – Lekcje muzyki, 1975 – Dzieci z adapterem „Bambino”, 1977 – Obiad w barze, 1978 – Samotny łowca, 1979 – W hotelowym pokoju – 1980, Dzieci i pozostali, 1981). Zbiory rodzinnych fotografii dokumentują nasze życie nie krok po kroku, ale wyrywkowo i nie zawsze jego najbardziej znaczące etapy. Niekiedy pojawiają się na nich sprawy drugorzędne, których prawdopodobnie zapomnielibyśmy, gdyby nie zaświadczające o nich zdjęcia. Układamy z tego sekwencje narracyjne, próbujemy włączyć w spójną opowieść. Wyłaniają się z niej portrety ludzi, zbiory zdarzeń.
Świat Iwasiów jest gorzko-słodki. Nie gorzki i słodki, jak się to niekiedy mówi, ale gorzko-słodki, w którym radość i cierpienie są dokładnie wymieszane. Wygląda to tak, jakby w goryczy zawsze kryła się jakaś część „urody życia”. Nie zabraknie zapewne czytelników, którzy określą los Marii, Anny i Uli mianem nieudanego, wyjątkowo pogmatwanego i bez szansy na odmianę (Bambino „urywa się” w pewnym momencie, wraz dogorywaniem komunizmu, być może dlatego właśnie, że nic już się zmieni w życiu trzech kobiet). Powieść nie ma happy endu. Nie ma, bo Iwasiów nie jest sentymentalna, ale też daleko jej do popularnego ostatnimi laty w rodzimej prozie bohatera sfrustrowanego. Iwasiów zajmują przede wszystkim ludzie i ich biografie. Nie ubogaca jednak grona tych twórców, którzy namiętnie i z pasją eksploatują wnętrza swych postaci, nie przeprowadza psychologicznej wiwisekcji. Jest w tej materii dość oszczędna. Po lekturze Bambino chciałoby się rzec: Cóż, takie jest życie. [...] ".
Całość tekstu do przeczytania w "Pograniczach" [2009, nr 1].
O zbiorze opowiadań Ingi Iwasiów pt. "Smaki i dotyki"
Gościem ósmej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą będzie prof. dr hab. Inga Iwasiów. Poniżej prezentujemy fragment recenzji ze zbioru opowiadań "Smaki i dotyki":
Bernadetta Darska
Ja-jedyna i ja-każda
Bernadetta Darska
Ja-jedyna i ja-każda
"[...] Bohaterkami opowiadań Iwasiów są kobiety – te, które cierpią; które próbują bezskutecznie coś zmienić w swoim życiu; które szamocą się z otoczeniem i po omacku usiłują znaleźć drogę. Ruch, prowadzący do zmian, odbywa się zawsze za sprawą zderzenia z drugim człowiekiem. Tyle że kolejny krok do przodu zazwyczaj jeszcze mocniej obnaża samotność, zranione wnętrze i lęk przed tym, co ma się wydarzyć. Tak dzieje się z bohaterką Uczciwej transakcji, przeżywającą dramat Kopciuszka, który nigdy nie stanie się Królewną. Gra w miłość okazuje się bardzo szybko złudzeniem, bo Książę zamyka ją w klatce-pałacu nie z miłości, ale z wygody. Iwasiów z pojedynczej historii buduje historię metaforę. Prostytutka, spragniona tego, by być kochanką, szybko pozbędzie się złudzeń. Z pewnością nie ma szans na życiowe spełnienie, podobne do tego, jakie zafundował swojej bohaterce Witold Horwath w powieści Ultra Montana.
Kobieta u Iwasiów to ktoś o przypisanym na stałe statusie Obcego. W Smakach i dotykach znajdziemy wyraźną opozycję pomiędzy światem zewnętrznym a domem. Przestrzeń publiczna to na przykład mężczyźni z opowiadania Wąskie przejście, stojący w grupkach na ulicach i hojnie obdarzający kobiety taksującym spojrzeniem i wulgarnymi okrzykami. Dom stanowić ma ukojenie, namiastkę ochrony, ocalenia, tyle że szybko staje się więzieniem. Kobieta – skazana na wykorzenienie – nie ma więc wyboru: prywatność ją dusi, ogranicza, zewnętrze atakuje, zagraża. Obca dla świata jest także bohaterka Porady. Iwasiów sugestywnie opisuje los alkoholiczki i społeczną stygmatyzację kobiety, która walczy z nałogiem. Pijanemu mężczyźnie zwykło się wiele wybaczać, nietrzeźwa kobieta budzi tylko obrzydzenie. Motyw zmagania się z alkoholizmem pojawia się zresztą w kilku opowiadaniach. Wycofanie się na obrzeża samej siebie za sprawą wszytego esperalu daje zupełnie inną perspektywę – można patrzeć z boku nie tylko na innych, ale i na siebie. [...]".
Całość tekstu do przeczytania w "Nowych Książkach" [2006, nr 12].
niedziela, 15 maja 2011
Wybrane publikacje prof. Ingi Iwasiów
Gościem ósmej odsłony Kortowskich Spotkań z Lieraturą będzie wybitna literaturoznawczyni, krytyczka literacka, redaktor naczelna dwumiesięcznika "Pogranicza" i znakomita pisarka prof. dr hab. Inga Iwasiów. Poniżej prezentujemy okładki wybranych publikacji Pani Profesor:
Subskrybuj:
Posty (Atom)























