wtorek, 14 grudnia 2010

Książki Wojciecha Tochmana

Oprócz najnowszej książki Wojciecha Tochmana - "Dzisiaj narysujemy śmierć" (o której możecie przeczytać w poprzednim poście) - polecamy również inne publikacje gościa czwartej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą:

  
"Schodów się nie pali"                               "Córeńka"                                               "Wściekły pies"
(Znak 2000, 2006)                                     (Znak 2005)                                            (Znak 2007) 

"Jakbyś kamień jadła"                                 "Bóg zapłać"                                     "Dzisiaj narysujemy śmierć"
(Pogranicze 2002, 2005; Czarne 2008)         (Czarne 2010)                                    (Czarne 2010)

O książce "Dzisiaj narysujemy śmierć" Wojciecha Tochmana

Gościem czwartej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą będzie jeden z najwybitniejszych polskich reporterów Wojciech Tochman. W ramach zapowiedzi spotkania, które odbędzie się 10 stycznia (szczegóły niebawem) prezentujemy recenzję z najnowszej książki Autora, zatytułowanej "Dzisiaj narysujemy śmierć":

Bernadetta Darska

Obowiązek

Od wydarzeń opisanych w tej książce nie możemy się odwrócić. Nie mamy prawa mówić, że ludobójstwo w Rwandzie jest zbyt straszne, że ogarnia nas lęk, że wolimy nie czytać – w domyśle „nie wiedzieć”. Tochman do niczego, co oczywiste, czytelnika nie zmusza. Gdy jednak zaczynamy lekturę, od razu wiemy, że nie da się od niej oderwać. Nie dlatego, że tak fascynująco pisze autor – choć z pewnością jego talent pisarski i reporterski ma znaczenie, gdy mowa o sugestywności przekazu. Nie dlatego też, że mamy do czynienia z relacją zapośredniczoną – Tochman w większości przypadków usuwa się na bok i tylko, a może aż, słucha. Pozwala ludziom opowiedzieć to, czego nie da się opowiedzieć. Czytając „Dzisiaj narysujemy śmierć” wewnętrznie milkniemy, a jednocześnie słyszymy gdzieś w oddali nieludzkie wycie tych, którzy będąc przed laty ofiarami i oprawcami teraz żyją obok siebie i udają normalność. Odkrywamy, że zbrodnia ludobójstwa nadal trwa – nie w sensie dosłownym, bo świst maczet umilkł, żyją jednak tysiące osób, dla których wystarczy chwila, by w wyobraźni i w pamięci wszystko wróciło na nowo. Czytając tom reportaży Tochmana łatwo ulec złudzeniu o wyższości Europy nad Afryką. Taką strategię obronną przed dopuszczeniem do siebie wiedzy o okrucieństwie może przyjąć niejeden odbiorca. Nic bardziej mylnego. Opisywane w tej książce zło w czystej postaci nie ma przyczyny, nie ma usprawiedliwienia, nie da się go zrozumieć. Raz obudzone nie znika. Przywrócenie normalności to tylko pozory – ofiara, z którą oprawca wita się uprzejmie, nie zapomni. Fałsz zwyczajnej codzienności naznaczony jest bólem i cierpieniem. Płaczą bez łez ciała ludzi, którzy ocaleli, płacze ziemia, która przyjęła tyle trupów, że sama stała się śmiercią.
Tochman nie ucieka od opisów mocnych, bardzo realistycznych, dojmująco wręcz bolesnych, jednocześnie jednak jest w tym przekazie pewna poetyckość. Teksty pomieszczone w tomie „Dzisiaj narysujemy śmierć” są przykładem znakomitej literatury, nie przestając jednocześnie być mistrzowskimi odsłonami reportażu. Non-fiction zamienia się tutaj w rodzaj opowieści z niewypowiedzianym, a przez to o wiele ważniejszym, przesłaniem, w rodzaj przypowieści, w sfabularyzowany traktat filozoficzny o złu. Zbrodni tej nie da się jednak wyjaśnić, nie da się zrozumieć tych, którzy po kilka godzin dziennie ścinali głowy tym, obok których żyli wcześniej bez większych waśni, nie da się usprawiedliwić kobiet Hutu, które z radością witały poczynania swoich mężczyzn, ciesząc się, że kobiety Tutsi są gwałcone i maltretowane. Rozdział drugi poświęcony losom kobiet jest zresztą szczególnie przejmujący. Tochman każe nam przyglądać się temu, co przydarzyło się ofiarom. Przytacza ich relacje, odsłania problem nie tylko upokorzenia cielesnego, ale i niemożność powrotu do czasu sprzed gwałtu. Odtwarza obrazy skatowanych ciał, którym nie dane było przeżyć. Pokazuje losy tych, które przetrwały, ale wewnętrznie już na zawsze są martwe. Kładzie nacisk na anonimowość doświadczanej traumy.
Tochmana interesuje nie tylko ofiara, ale i oprawca. Skupia swoją uwagę także na świadku – kimś, kto przyjmując niezaangażowaną pozycję obserwatora, tylko widział, ale wydaje mu się, że nie uczestniczył. Obojętność nie jest jednak stanem neutralnym. Niereagowanie jest winą. Warto zatrzymać się przy fragmentach, w których opisywana jest rola Kościoła katolickiego podczas interesujących nas wydarzeń w Rwandzie. Księża często nie chcą rozmawiać z reporterem, zwykle akcentują swoją bezradność. Symptomatyczny jest następujący epizod: przed kościołem słychać trzask rozłupywanych czaszek, a księża ukryci w domu parafialnym nie zastanawiają się, jak pomóc ludziom, lecz jak uratować Najświętszy Sakrament. Tochman nie oskarża, co trzeba zaznaczyć. Pozwala czytelnikowi ocenić obojętność. By jednak ocena nie była tak łatwa, w tle pojawia się coraz mocniej wybrzmiewające przekonanie: nikt, kto książkę czyta, nie wie, jak zachowałby się. Każdy pewnie powie, że nie byłby Hutu – nie mordowałby, nie gwałciłby, nie topił żyjących jeszcze ludzi w latrynach. Większość zapewni, że próbowałaby ratować ściganych jak zwierzęta Tutsi. Oni nie skrzywdziliby nawet muchy – tak tytułuje swoją książkę Slavenka Drakulić o zbrodniarzach w krajach byłej Jugosławii. Nie wiemy, co byśmy zrobili. Z taką świadomością zostawia nas Tochman. Wiemy tylko, jak chcielibyśmy się zachować. Wiemy też, że trudno nam pojąć, iż ludobójstwo w Rwandzie to nie czasy dalekie, znane tylko z podręczników historii, ale lata dziewięćdziesiąte XX wieku. Milkniemy. Paraliżuje nas strach, przerażenie, totalność zła. I świadomość, że o tym trzeba mówić – jak najwięcej, jak najgłośniej, jak najczęściej. Rwanda nie jest przykładem mrocznego wydania afrykańskiej egzotyki, która nas nie dotyczy. To jedna z odsłon człowieczeństwa. Musimy w to uwierzyć, bo bez wiary w tak wielkie zło dobro pozostanie bezradne.

Wojciech Tochman, Dzisiaj narysujemy śmierć, Wyd. Czarne, Wołowiec 2010.

niedziela, 12 grudnia 2010

Niech żyje autor. Z prof. dr. hab. Wiesławem Godzicem rozmawia Urszula Pawlicka

Obecnie za sprawą kultury makeover, czyli kultury szybkiej przemiany, rozpowszechnianej przez takie programy telewizyjne jak „Dom nie do poznania”, „Łabędziem być” czy „Zamieńmy się żonami” można mówić o „strategii globalnej estetyzacji”. Czy nie doprowadzi to do anestetyzacji?


fot. Piotr Przytuła
Pani zakłada, że kultura powinna zachować ciągłość, obawiam się, że ta ciągłość przestała istnieć – dlatego do cechy wymienionej przez Panią, chętnie dodałbym kulturę typu instant. Można ją scharakteryzować takimi pojęciami jak „teraz, już, natychmiast”. Kultura popularna jest polem walki dla konsumpcjonizmu, czyli całej nowoczesnej dzisiaj religii, która mówi: więcej i atrakcyjniej – zdefiniować to należy jako kulturę uwagi. Celem jest wyłącznie to, żeby w tłumie dać się poznać, żeby ten snop światła skierować na siebie i powiedzieć: ja potrafię pisać wiersze czy blogi. Jest to więc kultura uczestnictwa: albo nikt nie jest mistrzem, albo wszyscy nimi są. Kultura wcześniej nigdy nie była demokratyczna, bo zawsze istniała hierarchia: „ktoś uczył kogoś”. W tej chwili obawiam się, że ten brak ciągłości polega na tym, że to starsi, aby przetrwać w tym świecie uczą się od młodszych, muszą na przykład nauczyć się posługiwania internetem. Nastąpił zatem naturalny konflikt między generacjami.
Stare pojęcia takie jak autorytet nadal istnieją, świecą jakimś bladym światłem, ale wymagają nie tyle rewitalizacji, ile zamienników. Zgodziłbym się na to, że nawet dobry celebryta może być autorytetem.

W jaki sposób przejawia się lub przejawić się może tęsknota za nie-estetycznością?

Z pojęciem estetyki i estetyzacji istnieje ogromny kłopot...

Już istnieje raczej poliestetyczność...

Tak, pojęcia „estetyki” przestaje się używać skoro pięknem określa się również to, co jest tandetne. Do niedawna mówiono o obciachu – przykładem były białe skarpetki wystające z butów, ale teraz okazuje się, że można to zrobić w celu wyzwania, mrugnięcia okiem: wiem, że wy wiecie, że to nie powinno się tak nosić, ale to robię, żeby zwrócić na siebie uwagę.
fot. Piotr Przytuła
Bardzo rzadko używa się zatem pojęcia estetyki skoro kontrestetyka to też estetyka. Nastąpił w zasadzie sinusoidalny układ – to, co jedna grupa czci i uważa za normę, dla innych jest zaprzeczeniem. Świat dopuszcza rozmaite zachowania i uznaje je za równocenne – to jest oczywiście początek chaosu, gdyż poruszamy się po świecie, w którym sami musimy precyzować kategorie i nadawać im pewną wartość, aby nadać rzeczywistości porządek. Przykładem są fani – nigdy nie było ich aż tylu, obecnie istnieje odbiór wyłącznie fanowski. Ludzie należą do klubów i słuchają jednego typu muzyki – takie zjawisko nie jest pozytywne, gdyż zanika wykształcenie ogólniejsze: każdy wie tylko to, co dzieje się wyłącznie w jego grupie, nic innego go nie obchodzi. Upada więc, paradoksalnie, globalna wiedza – przyszłość jest w fanowskich zachowaniach.
Za wykształcenie ogólne mogą być odpowiedzialni jednak megacelebryci, którzy rzeczywiście są na pierwszych stronach największych gazet i są trendsetterami, wskazują w jakim kierunku należy iść. Niech Pani zwróci uwagę, do niedawna ludzie wiązali szalik na krzyż, co dziś jest zupełnym obciachem, a teraz absolutnie wszyscy układają go na bok. Skąd się to bierze? Ktoś musiał to zapoczątkować, są zatem pewne globalne, wspólne dla wszystkich zachowania.

Wracając jeszcze do kategorii odbiorcy, współczesność charakteryzować można także jako „kultura Youtube”. Czy nie jest to w pewnym sensie analogiczne do twierdzenia Rolanda Barthesa o „śmierci autora” w literaturze? Mam wrażenie, że status odbiorcy stał się fundamentalny: nakręca filmiki telefonem komórkowym, zamieszczając je w internecie lub przesyłając do redakcji, komentuje wydarzenia społeczne i polityczne pod artykułami w sieci lub na własnym blogu…

Barthes wyraził tę tezę w latach 60. – teraz bym powiedział „śmierć autora – niech żyje autor”. Wówczas badacz miał rację, obecnie jednak sprawcą jest każdy, kto tworzy. Miliony ludzi produkuje filmiki i z tego powinniśmy się cieszyć. Ogromnie brakuje mi jednak w dzisiejszej kulturze możliwości rozmawiania o tym. Dotychczas wytwór był zaledwie częścią procesu kreowania, drugą natomiast była refleksja, interpretacja czy spór z autorem – obecnie przestaje to istnieć. Po raz pierwszy w historii posiadamy narzędzie, dzięki któremu można stać się autorem i przekazać swój produkt wszystkim. Jestem zaskoczony celebrytami internetowymi, którzy oglądani są przez ogromną liczbę użytkowników. Przykładem może być wokalista obejrzany przez 23 miliony ludzi lub jakaś rozerotyzowana nauczycielka języka angielskiego, którą z kolei zobaczyło 18 milionów. Obecnie powstała zupełnie nowa jakość określana poprzez ilość. Brakuje tylko refleksji, krytyki i prób porównania z innymi zjawiskami. Świat pędzi bardzo szybko i nie mamy na to czasu.
 
fot. Piotr Przytuła
Istnieje opowieść o kandydacie, który przystępuje do egzaminu do szkoły filmowej i zostaje zapytany o swoje doświadczenie. Pięć lat temu odpowiedziałby, że swoje osiągnięcia ma nagrane na płycie, dziś ta sama osoba odpowie „www....pl”, czyli bezpośrednio skieruje do miejsca sieciowego.

Czy do tego zatem nie można dodać pojęcia „kult amatora”?


Andrew Keen w książce Kult amatora negatywnie odnosi się do tego zjawiska – ja natomiast nie jestem taki restrykcyjny. Dobrze, że ludzie są twórczy, niezbędne jest tylko przeciwstawienie im profesjonalistów. Problem nie polega na tym, żeby wyszydzać amatorów i dawać studentom „po łapach”, gdy używają Wikipedii. Należy jednak korzystać z niej bardzo sceptycznie. Oczywiście sam sięgam do niej w przypadku mniejszych zdarzeń, jednak zawsze je porównuję. Dobrze, że amator istnieje, tylko wymaga on krytyki i konfrontacji.

Pozostając jeszcze przy kontekście literackim, od 2009 roku dostrzega się zderzenie literatury z serialami za sprawą Wydawnictwa TVN-u. Wartymi uwagi są pozycje, które „wyszły” z serialu i zostały równocześnie wydane zarówno w telenoweli, jak i w rzeczywistości. Mam tu na myśli „Kaktus w sercu” Barbary Jasnyk czy „Na rozkaz serca” Adeli Wyrwał. Jak należy interpretować zjawisko podwojenia fikcji, próbę jej urzeczywistnienia? Czy nie jest to zjawisko symulakrum?

Zdefiniowałbym to jako kompleks mumii – serial przemija, nawet gdy zachowany zostanie w formie dyskietkowej. Natomiast ciągle jesteśmy pokoleniem, które narodziło się w kulturze książki i to z tym należy łączyć aktywność celebrytów, wydających książkowe publikacje o tym, jak schudnąć czy jak zostać seksi mamuśką – widać, że jest to im potrzebne. Sądzą, że dzięki temu przeskoczą na „wyższy stopień”, książka ma być uwzniośleniem ich działalności. Ciągle aktualne jest przysłowie, że prawdziwy mężczyzna musi mieć dom, syna i książkę... Cieszmy się z tego, że ludzie kupują nawet takie pozycje, bo może ona zaprowadzi do innej.

Ostatnio literatura celebrytów została określona jako literacki fast food. Czy książki, aby mogły być kupowane i czytane musza stać się gadżetami?

fot. Piotr Przytuła
W kulturze internetu coraz więcej się czyta, ale prawie wyłącznie blogi. Literatura piękna schodzi na dalszy plan. Nie możemy jednak narzekać na sieć, bo daje możliwości czytania. Powinniśmy za to edukować ludzi i przekonywać, że wielka literatura również jest atrakcyjna. Bardzo obawiam się, kiedy pokazuję moim studentom Bergmana, albo Tarkowskiego, gdyż wiem, że nie wytrzymają trzech godzin projekcji. Zmieniła się bowiem percepcja – przez trzy godziny nie da się skierować uwagi na jeden punkt, konieczne są dwie przerwy – nauczyła tego serialowość telewizyjna.

Na zakończenie, jaka jest różnica pomiędzy takimi pojęciami jak: celebryta, idol, gwiazda, artysta – czy można je stosować zamiennie?

Zdecydowanie nie. Do wymienionych terminów można dodać także bohatera. Gwiazda była głównie filmowa i cechowała się tym, że coś wiedziała, bohater natomiast czegoś dokonał –jest znany z własnych osiągnięć. Problem z celebrytami polega na tym, że oni niczego nie muszą wykonywać, ani nie muszą posiadać specjalnego talentu, aby zaistnieć – po prostu mają to „coś”. Dostają się do mediów i muszą wykonać pewną pracę – nawet siedzenie w domu Wielkiego Brata jest rodzajem zajęcia, gdyż przez 24 godziny trzeba grać, aby wykreować się jak najatrakcyjniej. Istnieje wiele pojęć, z tym że to głównie celebrytów będzie coraz więcej. Zrozumie to Pani, gdy Pani dziecko powie „chcę być celebrytą”.

Dziękuję za rozmowę.



wtorek, 30 listopada 2010

O trzeciej odsłonie Kortowskich Spotkań z Literaturą na portalu UWM

Na portalu UWM możecie przeczytać relację z trzeciej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą. O wykładzie prof. Wiesława Godzica pisze Szymon Żyliński. Tekst prezentujemy poniżej:

Szymon Żyliński

Znani z tego, że są znani

Kortowskie Spotkania z Literaturą" zaczynają się na stałe wpisywać w intelektualny krajobraz Kortowa. W miniony czwartek 25. listopada gościnny wykład wygłosił słynny polski medioznawca prof. dr hab. Wiesław Godzic.

Trochę spóźniony obawiałem się, że nie zdążę na początek wystąpienia i spiesząc oszklonym korytarzem w kierunku Auli Teatralnej zdziwiło mnie silne światło dobiegające z jego końca. To w blasku fleszy telewizyjnego wywiadu udzielał gość wieczoru - prof. Godzic - człowiek, który równie dobrze czuje się po obu stronach kamery: zarówno jako bohater jak i komentator mediów.

fot. Piotr Przytuła


Przemknąłem obok ekipy czując ulgę, iż nic nie stracę ze spotkania. Sala wypchana po brzegi, słuchacze stoją, siedzą na schodach, tłok, ścisk. Przedarłem się do pierwszego rzędu krzeseł, w którym zawsze znajdzie się jakieś wolne miejsce i po krótkiej chwili rozpoczął się wykład pt. „Celebryci - esencja kultury popularnej".

Wstęp wygłosiła współorganizatorka wieczoru dr Bernadetta Darska z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej.

Godzic wyszedł od zdefiniowania terminu, posiłkując się określeniem Daniela Boorstina, który stwierdza, iż celebryci to ludzie, którzy są „znani z tego, że są znani". Następnie przeszedł do analizy ich cech oraz tego, jak zostać celebrytą. I tutaj bardziej niż talent czy ciężka praca liczą się na przykład więzy pokrewieństwa (medialne kariery dzieci polityków czy aktorów). Celebrytą można również zostać tropiąc innych celebrytów jak np. Karolina Korwin-Piotrowska, która w swoim „Maglu towarzyskim" omawiała wybryki sław czy też jak Kuba Wojewódzki, który wykreował się na gwiazdę dzięki swoim programom talk-show.

fot. Piotr Przytuła


Cała prezentacja opierała się na merytorycznie trafnych wizualizacjach, które unaoczniały prezentowane fakty. Szczególna uwagę przykuła analiza plakatu reklamującego film „Popiełuszko", który był zaprojektowany w niemal identyczny sposób jak film o Jamesie Bondzie „Casino Royal". Lecz czemu się dziwić? Kultura popularna może wszystko. Nawet z księdza zrobić superbohatera.

W świetle gry pozorów, sztuczności i kreowania samego siebie Godzic przywołał sytuację swoich kolegów i koleżanek psychologów ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, którzy proponowali mu, jako osobie często pojawiającej się mediach, organizowany w Szwecji (bardzo drogi!) „Kurs naturalności i spontaniczności".

Mimo poruszania złożonego tematu jakim jest kultura popularna prelegent był w stanie nawiązać kontakt z publicznością, która, co jakiś czas wybuchała śmiechem, reagując na jego subtelne żarty.

fot. Piotr Przytuła
Język wykładu, mimo iż forma narzuca mu naukową ścisłość charakteryzował się kolokwializmami zaczerpniętymi z języka potocznego - wyrażenie profesora: „fun jest" brało w cudzysłów powagę całego wystąpienia. I takie właśnie powinny być wykłady naukowców: zarówno informacyjne jak i zajmujące, co skutkowałoby wypełnianiem sal uniwersyteckich po brzegi.

Na koniec wystąpienia Godzic dał doskonały przykład Derridiańskiego wymazywania oryginału na korzyść medialnej kopii. Podczas jednego z wywiadów telewizyjnych, którego udzielał, przeprowadzanym w centrum handlowym, tłumek gapiów skupiał uwagę nie na żywym człowieku mówiącym do kamery, tylko na oddalonym o kilka metrów monitorze kontrolnym (!). Magia telewizji jest rzeczywiście potężna. Na szczęście to sprawozdanie jest w formie pisanej.

niedziela, 28 listopada 2010

W TVP Olsztyn o wykładzie prof. Wiesława Godzica


W sobotę 27 listopada o godz. 18.30 w informacjach w TVP Olsztyn mogliście obejrzeć relację z trzeciej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą, której gościem był prof. Wiesław Godzic. Tym, którym nie udało się zasiąść przed telewizorami, polecamy obejrzenie przygotowanego materiału w internecie: http://www.tvp.pl/olsztyn/informacja/informacje/wideo/271110-godz-1830/3455559


Relację z trzeciej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą mogliście także obejrzeć w niedzielnych (28 listopada) Wiadomościach Kulturalnych o godz. 18.45. Prof. Wiesław Godzic wyjaśniał, jakie korzyści płyną ze świadomej obserwacji celebrytów i ile wiedzy na swój temat możemy otrzymać od tych, którzy są znani z tego, że są znani.

sobota, 27 listopada 2010

Fotorelacja z wykładu prof. Wiesława Godzica

Gościem trzeciej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą był prof. dr hab. Wiesław Godzic, który wygłosił wykład "Celebryci: esencja kultury popularnej". Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji ze spotkania! Autorem zdjęć jest Piotr Przytuła.

























piątek, 26 listopada 2010

Rozmowa z prof. Wiesławem Godzicem w Radiu UWM FM

Wiadomość z ostatniej chwili: rozmowy będziecie mogli posłuchać nie 26 listopada, ale 3 grudnia w tym samym radiu, w tym samym programie i o tej samej porze.

W piątek 26 listopada w Radiu UWM FM w programie Łyk Kultury trwającym od godz. 12 do 13.30 będziecie mogli posłuchać wywiadu z gościem trzeciej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą prof. Wiesławem Godzicem. Rozmowę o celebrytach i ich roli w kulturze popularnej przeprowadziła Paulina Kulesza. Polecamy! Audycji można także słuchać w internecie pod adresem: http://www.uwmfm.pl/

czwartek, 25 listopada 2010

Wywiad z prof. Wiesławem Godzicem w "Naszym Olsztyniaku"

W czwartkowym wydaniu "Naszego Olsztyniaka" (z dn. 25 XI) możecie przeczytać rozmowę z gościem trzeciej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą prof. Wiesławem Godzicem. Wywiad zatytułowany tak, jak jedna z książek profesora, "Znani z tego, że są znani" przeprowadziła Beata Waś. Prof. Wiesław Godzic odpowiada m.in. na pytanie, co zrobić, by stać się celebrytą: "Powinna pani cokolwiek umieć, ale niezbyt wiele. Mieć talent np. do robienia min, szybkiego mówienia. Po drugie trzeba dać się zauważyć w mediach, szczególnie internecie. A po trzecie — bardzo chcieć. Celebryta to postać „odsłonięta”, która nie ma życia prywatnego, bo my wszyscy je znamy. To dosyć męczące dlatego wiele osób, które mają talent, wcale nie chce być celebrytami". Całość rozmowy do przeczytania pod adresem: http://naszolsztyniak.pl/Znani-z-tego--ze-sa-znani,102897

środa, 3 listopada 2010

Kortowskie Spotkania z Literaturą (odsłona trzecia) 25 XI 2010 - prof. dr hab. Wiesław Godzic

25 listopada 2010 - wykład prof. dr. hab. Wiesława Godzica

Uniwersytet Warmińsko Mazurski:
Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej oraz Instytut Filologii Polskiej
zapraszają na
Kortowskie Spotkania z Literaturą 25 XI 2010
(odsłona trzecia)

Miejsce: Wydział Humanistyczny, Aula Teatralna [przy wejściu głównym na prawo w stronę szatni], ul. Obitza 1 [Kortowo 2]

25 listopada [czwartek] godz. 17 –
wykład pt. „Celebryci: esencja kultury współczesnej”
wygłosi prof. dr hab. Wiesław Godzic

prof. dr hab. Wiesław Godzic – wybitny filmoznawca i medioznawca, wcześniej związany z Uniwersytetem Śląskim i Jagiellońskim, obecnie jest Prorektorem ds. Dydaktycznych i Studenckich w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Twórca i redaktor naczelny kwartalnika naukowego „Kultura Popularna”. Autor m.in. takich książek jak „Oglądanie i inne przyjemności kultury popularnej”, „Telewizja jako kultura”, „Rozumieć telewizję”, „Telewizja i jej gatunki. Po »Wielkim Bracie«” czy „Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów”. Zredagował m.in. „Podglądanie Wielkiego Brata”, „30 najważniejszych programów YV w Polsce” i „Media audiowizualne. Podręcznik akademicki”.

Patronat honorowy: JM Rektor UWM prof. dr hab. Józef Górniewicz
Patronat medialny: Radio UWM FM, TVP Olsztyn i „Nasz Olsztyniak”

wtorek, 2 listopada 2010

Wybrane publikacje prof. Wiesława Godzica

Polecamy Waszej uwadze, oprócz omówionych wcześniej "Znanych z tego, że są znani" i "Mediów audiowizualnych", kilka innych tytułów autorstwa gościa trzeciej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą, prof. Wiesława Godzica:

- poniżej okładki następujących książek: "Telewizja jako kultura" (1999), "Rozumieć telewizję" (2001), "Telewizja i jej gatunki. Po Wielkim Bracie" (2004)




 - poniżej okładki książek zredagowanych przez prof. Godzica: "Podglądanie Wielkiego Brata" (2001), "30 najważniejszych programów TV w Polsce" (2005), "Gadżety popkultury. Społeczne życie przedmiotów" (współredaktor: Maciej Żakowski) (2007)


O książce „Media audiowizualne. Podręcznik akademicki” pod red. Wiesława Godzica

W 2010 roku ukazał się podręcznik akademicki zatytułowany „Media audiowizualne”. Redaktorem publikacji jest gość trzeciej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą prof. dr hab. Wiesław Godzic. Kilka słów o książce poniżej:


Bernadetta Darska
Przewodnik po współczesności

Podręcznik akademicki zatytułowany Media audiowizualne to pozycja zasługująca na uwagę z kilku co najmniej powodów. Nazwisko redaktora naukowego tej pozycji jest gwarantem nie tylko profesjonalizmu, merytoryczności i atrakcyjności przekazu. Wystarczy sięgnąć do innych publikacji firmowanych nazwiskiem Wiesława Godzica, by przekonać się, że powyższe cechy są w jego przypadku normą. Ale Media audiowizualne, zapewne także dzięki redaktorskiej wizji, to książka, która zachowując perspektywę historyczną, nie unika także wnikliwego badania teraźniejszości oraz uważnego spoglądania w przyszłość. Umiejętne łączenie tych trzech różnych sposobów opisu umożliwia portretowanie wrażliwe na niuanse, ale i zdolne do ogarnięcia całości – w efekcie szczegół służy uzupełnieniu stawianej tezy lub jej wzmocnieniu. Cecha ta wydaje się bardzo znacząca, bowiem współczesny badacz mediów audiowizualnych jest zmuszony do zmierzenia się z większą ilością problemów niż np. dwadzieścia lat temu. Wystarczy przywołać chociażby przykład Internetu, którego rozwój wielu badaczy zaskoczył, odsłaniając jednocześnie niemożność poznania nieustannie multiplikujących się odsłon tego akurat medium. Teksty pomieszczone w książce uwzględniają więc także zmianę, ruch, chaos – tak charakterystyczne dla współczesnych mediów.
Warto także zaznaczyć, że choć mamy do czynienia z podręcznikiem akademickim, autorzy unikają kategorycznych sądów, stawiają raczej na dyskusję i renegocjowanie niektórych problemów. […]

Całość tekstu można przeczytać w „Studiach Medioznawczych” 2010, nr 3.

O książce "Znani z tego, że są znani" Wiesława Godzica

Gościem listopadowej odsłony Kortowskich Spotkań z Literaturą będzie wybitny medioznawca prof. dr hab. Wiesław Godzic. W ramach zapowiedzi wykładu Profesora, który zostanie wygłoszony 25 listopada, prezentujemy poniżej recenzję z książki "Znani z tego, że są znani" (pierwodruk: "Portret" 2007, nr 25):

Marta Więckiewicz

Naukowe refleksje o „parciu na szkło”

            „Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów” to jedna z książek należących do serii wydawniczej „Popkultura i media”. Autorem publikacji i redaktorem naukowym całego cyklu jest profesor Wiesław Godzic, medioznawca i filmoznawca. Jego najbardziej znane książki to: „Oglądanie i inne przyjemności kultury popularnej”, „Rozumieć telewizję”, „Telewizja i jej gatunki po «Wielkim Bracie»”, „Telewizja jako kultura”. Dotychczas w serii „Popkultura i media” przygotowanej przez Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne ukazały się książki: „Życie codzienne z telewizorem” Mateusza Halawy, „Biodra Elvisa Presleya” Mariusza Czubaja i „Święty ład” Alberta Jawłowskiego.
            Cykl adresowany jest do studentów nauk społecznych (przede wszystkim antropologii i kulturoznawstwa), a także do wszystkich osób zainteresowanych mediami i współczesnymi zjawiskami społecznymi. Szczególnym, bo wymienionym z nazwiska, adresatem książki „Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów” jest premier Jarosław Kaczyński. Medioznawca zwraca uwagę na to, że politycy muszą znać mechanizmy kultury popularnej i wiedzieć, jakim społeczeństwem rządzą. Tymczasem premier Kaczyński jest, zdaniem autora, „zadufanym i przekonanym o swojej wyższości naiwnym krytykiem popkultury”. Politycy powinni wyciągnąć wnioski z przedstawionego przez Godzica faktu, że „głosy oddane w wyborach na niejedną partię polityczną zostały w Polsce przebite liczbą SMS-ów, przesłanych przez oglądających «Big Brothera» czy «Idola»”. 
            Książka „Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów” dotyczy ludzi określanych mianem celebrities i zjawisk z nimi związanych. Godzic twierdzi, że jeśli chcemy zrozumieć współczesną kulturę i siebie samych, musimy więcej mówić o „pozornie żałosnych reprezentacjach, o pozbawionych gustów niechlujnych wytworach medialnych”. Zygmunt Bauman nawiązał do wspomnianej tezy, pisząc w przedmowie do książki Godzica: „O kim to winniśmy mówić więcej? O owych dziwnych ludziach-zjawach zwanych celebrities, postaciach tak fizycznie dalekich a duchowo bliskich, obcych a wszak bardziej od najbliższych sąsiadów nam znanych, znanych nam i wszystkim niemal innym ludziom przez nas spotykanym...”.
            Godzic bada fenomen celebrities. Stara się wyjaśnić związek tabloidów z ludźmi znanymi z tego, że są znani. Następnie przechodzi do refleksji nad postacią Michała Wiśniewskiego, którego uważa za wzorcowego celebrytę. W kolejnych rozdziałach autor skupia się na zagadnieniach związanych z krótkotrwałą popularnością, uzyskiwaną chociażby dzięki udziałowi w programie „Taniec z gwiazdami”. Godzic analizuje również obecność problematyki celebrities w programie Ewy Drzyzgi „Rozmowy w toku”. W kolejnej części pracy wyodrębnia i opisuje różne kategorie celebrytów. Końcowy rozdział zawiera podsumowanie rozważań o tożsamości celebrities.
            Czytelników może razić słowo celebryta, które pojawia się w tytule książki. Językowi puryści zarzucali Godzicowi stworzenie „potworka językowego”. Tymczasem słowo celebryta nie zostało wymyślone przez medioznawcę. Pojawiło się już wcześniej w „Polityce”. Na łamach tego tygodnika we wrześniu 2006 roku Edyta Gietka pisała o sławnych ludziach, którzy przekraczają granice prywatności: sprzedają prasie kolorowej relacje ze swoich ślubów, publikują zdjęcia dzieci, zwołują konferencje prasowe, aby mówić o problemach małżeńskich. Dziennikarka zaproponowała spolszczenie słowa celebrities i tak powstało zaczerpnięte przez Godzica kontrowersyjne określenie: celebryci.
            Celebryta to osoba znana z tego, że jest dobrze znana. W 1961 roku taką definicję w książce „The Image: A Guide to Pseudo-Events in America” sformułował Daniel Boorstin. Choć od stworzenia definicji minęło wiele lat, nie straciła ona na aktualności. Godzic pisze: „Dawniej plotkowaliśmy z sąsiadami, dzisiaj plotkujemy z obcymi o obcych, ale przez tę czynność oni – obcy stają się dla nas bliżsi i bardziej swojscy”. Celebryci są jednocześnie znani i obcy, bliscy i dalecy. Dalecy i obcy, bo nie znamy ich osobiście. Bliscy i znani, bo o ich problemach osobistych wiemy niejednokrotnie więcej niż o trudnościach, z jakimi zmagają się nasi znajomi czy członkowie rodziny.
            Wytwórnią celebrities stał się program „Taniec z gwiazdami”, a jeszcze wcześniej – reality show „Big Brother”. Szczególne znaczenie „Wielkiego Brata” wynika z faktu, że nastąpiło tu przesunięcie granicy prywatności. Życie prywatne stało się życiem na pokaz. Jak napisał Mirosław Pęczak w recenzji książki Godzica na łamach „Polityki”: „Istotą gwiazdorstwa stało się sprzedawanie prywatności”. Celebryci pozwalają na naruszanie własnej prywatności.
            Polskie Badania Czytelnictwa prowadzone od lutego do lipca 2007 roku wykazały, że w pierwszej trójce najczęściej czytanych gazet są aż dwa tabloidy. „Gazeta Wyborcza” jest czytana przez 20,25 % respondentów, po „Fakt” sięga 19,17 % osób, a „Super Express” jest czytany przez 8,95 % badanych. Rok wcześniej liderem był „Fakt”, „Gazeta Wyborcza” znajdowała się na drugim, a „Super Express” – na trzecim miejscu. Jednym z powodów, dla których „Fakt” tak dobrze radzi sobie na rynku mediów, jest sposób traktowania przez gazetę problematyki celebrities. Ciekawe jest spostrzeżenie Godzica, że nazwa działu o celebrytach w „Fakcie” to „Ludzie”, a w „Super  Expressie” – „Gwiazdy”. Ta różnica wiele mówi o podejściu obu tabloidów do znanych osób.
            Wolimy traktować celebrities jako zwyczajnych ludzi niż jako bogów (ewentualnie traktujemy ich jako „bogów-na-wyciągnięcie-ręki”). Godzic pisze o celebrytach,: „To nie są postaci, których szat chcemy dotknąć, ani nie uważamy ich za jakiekolwiek wyrocznie czy autorytety”. Dzieje się tak dlatego, że celebrities są „spłoszone i niepewne swojej chwilowej popularności”. Medioznawca zauważa, że chęć bycia sławnym coraz częściej staje się motywem działań, jednak wciąż jest to motywacja ukrywana bądź wypierana. Autor stwierdza, że polskie celebrities mają kłopoty z postrzeganiem własnej popularności, ponieważ na ogół widzą ją jako kategorię opozycyjną wobec sztuki. Nie wypada być popularnym ani dążyć do popularności. 
            Zjawisko celebrities zaczyna być komentowane przez samą branżę. Świadczy o tym pojawienie się programu „Magiel towarzyski”, świadczą o tym niektóre odcinki programu „Rozmowy w toku”. K.A.S.A stworzył nawet piosenkę po tytułem „Znana (z tego, że jest znana)”. Dotyczy ona osoby znanej, ale nie do końca wiadomo skąd:
„Może ona reklamuje silikon.
Może gra w serialu, może znam ją stąd.
Może sama jest produktem, nie wiem, lecz
Chcę dowiedzieć wreszcie się kim ona jest”.
            Osoby, które chciałyby stać się celebrities, mogą książkę „Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów” potraktować jako podręcznik – podręcznik zawierający dość gorzkie dla celebrytów przesłanie. Celebrities są powoływani do życia i uśmiercani przez media. Ich żywot jest bardzo krótki. Godzic zauważa jednak, że w tej medialnej śmierci celebrities nie ma niczego tragicznego – jest to po prostu powrót danej osoby na właściwe miejsce w hierarchii społecznej.
            „Znani z tego, że są znani” to pierwsza w Polsce tak obszerna praca poświęcona celebrities. Refleksje dotyczące celebrytów są oparte na bogatym i precyzyjnie opisanym materiale (przede wszystkim są to publikacje prasowe i programy telewizyjne). Niewątpliwą zaletą książki jest umieszczenie analizowanych zagadnień w szerokim kontekście społeczno-kulturowym. Pozwala to w miarę precyzyjnie nazwać poszczególne problemy.
            Na uwagę zasługuje fakt, że autor nie tylko opisuje pewne zjawiska, ale i dogłębnie analizuje je, pokazuje mechanizmy nimi rządzące i ich przemiany. Zwraca między innymi uwagę na rozwój zjawiska celebrities. Już XVII-wieczne relacje o londyńskich dandysach mogą budzić pewne skojarzenia związane z celebrytami. Godzic zauważa, że zjawisko celebrities wywodzi się ze zjawiska gwiazd filmowych i jego początków należałoby szukać w amerykańskim przemyśle kinowym z pierwszej połowy XX wieku. Znany dziś kształt zjawiska celebrities to jednak produkt lat 90. ubiegłego stulecia.
            Wprowadzane przez Godzica rozróżnienia, np. pomiędzy gwiazdami filmowymi a celebrytami, są bardzo przydatne. Granice pomiędzy różnymi zjawiskami z dziedziny popkultury ulegają bowiem zatarciu. Nawet Beata Tyszkiewicz została przez jednego z internautów określona mianem „znana z tego, że jest znana”. Tabloidy i programy rozrywkowe tak silnie wpływają na świadomość konsumentów mediów, że dla części z nich inny świat zdaje się nie istnieć.
            Godzic twierdzi, że refleksja nad istotą zjawiska celebrities jest „podstawą do zrozumienia dynamiki mechanizmów kultury, w której żyjemy; że celebrities nie błyszczą na peryferiach kultury, ale w samym jej centrum; że nie są żałosnym marginesem, ale esencją kultury, jakiejkolwiek kultury – także wysokiej, także wtedy, gdy ta z jakichś powodów jest obrażona na jej popularną odmianę”. Autor konsekwentnie udowadnia tę na pozór kontrowersyjną tezę. Jest zdania, że celebrities tworzą nową sferę publiczną, a także są wytworem przemysłu kulturowego i w tym sensie stanowią również zagadnienie o charakterze ekonomicznym.
            W niektórych kręgach nie wypada przyznawać, że ogląda się „Taniec z gwiazdami” i nie wypada wiedzieć, kim jest Katarzyna Cichopek. Interesowanie się celebrities nie należy do dobrego tonu. Tymczasem Wiesław Godzic przekonuje, że potrzebne jest bliższe przyjrzenie się ludziom i zjawiskom, które dla znacznej części społeczeństwa wiele znaczą. Medioznawca uważa, że choć celebryta nie jest wielkim człowiekiem, a jedynie głośnym nazwiskiem, to może zaktywizować masy do pozytywnych działań.
            Książka „Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów” wiąże się z propagowaniem przez profesora Godzica edukacji medialnej. Podczas czatu w Wirtualnej Polsce badacz mówił o potrzebie budowania wrażliwości medialnej, wspomniał też o swojej walce o edukację telewizyjną i internetową. „Znani z tego, że są znani” to książka, która wpisuje się w ten nurt działań badacza, bo uczy w krytyczny sposób odbierać i analizować przekazy medialne.

Wiesław Godzic, Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2007.